NASA i Rosja planują lądowanie na Wenus!

wenus

Po ponad rocznej przerwie spowodowanej agresją Rosji na Ukrainę, NASA oraz rosyjski Instytut Badań Kosmicznych wznowiły rozmowy o wspólnej misji, której zadaniem byłoby badanie Wenus. NASA nie wysłała żadnej misji w kierunku Wenus od czasów sondy Magellan (1990-1994), która wykonała mapę 98% powierzchni planety uchwytując obiekty o rozmiarach nawet 100 metrów.

Jak dotąd NASA zobowiązała się jedynie do prowadzenia rozmów z rosyjską agencją o misji Venera-D, która mogłaby być wysłana na Wenus po roku 2020. Agencja kosmiczna zobowiązała się wykonać roczne studium wykonalności oraz odbyć kilka kolejnych spotkań w przyszłym roku. Następnie NASA oraz rosyjski Instytut Badań Kosmicznych (IKI) zdecydują o przyszłości współpracy – informuje portal Spaceflight Now.

„Osiągneliśmy spory postęp w rozmowach,” mówi David Senske, naukowiec z Jet Propulsion Laboratory, który jest kierownikiem zespołu definiowania nauki dla misji Venera-D ze strony amerykańskiej. „Dużo dowiedzieliśmy się o tym, jakie mają plany. Powiedziano nam, że to przedsięwzięcie IKI/Roskosmos, dlatego też to [Rosjanie] dowodzą projektem.”

Dla Rosji nowa misja na inną planetę ma bardzo duże znaczenie. Roskosmos ani jej odpowiedniki w ZSRR nie wysłały z powodzeniem, żadnej misji planetarnej od 1985 roku, kiedy to sondy Vega 1 oraz Vega 2 przeleciały w pobliżu Wenus i zbadały jej atmosferę w drodze do komety Halleya. Po kilku nieudanych próbach na początku lat dziewięćdziesiątych rosyjska agencja kosmiczna nie przeprowadziła ani jednej misji planetarnej. Pierwsza od dawna misja do marsjańskiego księżyca Fobosa w 2011 roku zakończyła się utratą kontaktu z sondą wkrótce po starcie.

PIA00200-640x512.jpg

Wenus nosi imię rzymskiej bogini miłości i piękna i Rosjanie od dawna mają sentyment do tej planety. Podczas gdy NASA zawsze skupiała się na robotycznej eksploracji Marsa, Rosja zawsze skupiała się na Wenus – jednak rzadko z powodzeniem.

Między 1961 a 1964 rokiem ZSRR podjęła próbę wysłania co najmniej dziewięciu sond do Wenus poczynając od Sputnika 7 do Zond 1 – niestety wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Większość usterek dotyczyła rakiet. Następnie, w 1966 roku sonda Venera 2 przeleciała 24 000 km od powierzchni planety, jednak komunikacja z sondą została utracona podczas zbliżania do Wenus. W drugiej połowie 1966 roku sonda Venera 3 podjęła próbę lądowania na Wenus jednak została pokonana przez bardzo gestą atmosferę Wenus, gdzie ciśnienie jest 92-krotnie większe niż na Ziemi.

W końcu od 1970 do 1975 roku – okresie, który można uważać za złote czasy rosyjskiej eksploracji planet – sondy Venera 7, 8 , 9 i 10 z powodzeniem wylądowały na Wenus. Sonda Venera 8 była pierwszym skutecznym lądowaniem na powierzchni innej planety. Venera 9 przesłała pierwsze zdjęcia  powierzchni Wenus. Wszystkie cztery sondy przetrwały na powierzchni planety mniej niż godzinę od lądowania, bowiem niesamowite ciśnienie oraz średnia temperatura powierzchni wynosząca 460 stopni Celsjusza z łatwością niszczyły wszystkie sondy.

Wraz z misją Venera-D, po raz pierwszy zaproponowaną w 2004 roku, Rosja miała nadzieję wysłania na Wenus dużo bardziej odpornego lądownika. Litera D w nazwie misji to pierwsza litera rosyjskiego słowa „долгоживущие” czyli długotrwała. Wstępnie rosjanie planowali stworzenie lądownika, który byłby w stanie przetrwać w wenusjańskich warunkach do 30 dni. Jednak niepowodzenie misji na Fobosa spowodowało kolejne opóźnienia rosyjskiego programu badań planetarnych i znaczne okrojenie ambicji agencji.

Teraz, we współpracy z NASA, Rosja ma nadzieję na współdzielenie kosztów. W zamian za wkład finansowy NASA będzie mogła zrealizować kilka celów badawczych za pomocą nowoczesnego orbitera oraz krótkotrwałego lądownika. Grupa zajmująca się badaniami Wenus jako swój główny cel określiła sprawdzenie w jaki sposób Wenus tak dramatycznie zaczęła odróżniać się od Ziemi – skupiając się przy tym na formowaniu, ewolucji i historii klimatu na Wenus.

Co więcej, w przeciwieństwie do Rosji, NASA nigdy nie wylądowała na powierzchni Wenus.

Źródło: arstechnica