Recenzja: rzut oka na SpaceEngine

Ponoć marzyć to trochę jak latać. W przypadku astronomii obie rzeczy łączą się niemal nierozerwalnie. Oglądamy zdjęcia z misji bezzałogowych, z teleskopu Hubbla. Czytamy książki, zarówno o astrofizyce jak i science-fiction i oglądamy filmy między innymi po to, by móc zobaczyć, czy chociaż wyobrazić sobie Przestrzeń i móc na chwilę odlecieć.

Jednym z najlepszych ku temu narzędzi jest program SpaceEngine, stworzony przez rosyjskiego programistę i astronoma Władimira Romaniuka. Program jest darmowy i „waży” około jednego gigabajta. Pozostając przy kwestiach technicznych, SpaceEngine nie jest wymagającym programem dla naszego peceta. Dwurdzeniowy procesor i przeciętna (jak na dzisiejsze standardy) karta graficzna wystarczą w zupełności do jego uruchomienia. Obsługa nie sprawi problemów nikomu, kto miał styczność z jakąkolwiek grą w której używamy klawiszy WASD i myszki.

scr00001
Ekran startowy programu Space Engine (źródło: własne)

Tyle, jeśli chodzi o obsługę i wymagania, przejdźmy więc do meritum programu, czyli do niemal absolutnej swobody, jaką on zapewnia. Czasem, gdy spoglądamy na nocne niebo wyobrażamy sobie jakie nieodkryte egzoplanety posiada dana gwiazda, bądź też jak wygląda Kosmos z perspektywy wokół jej orbity. Space Engine pozwala nam przenieść się w dowolne (!) miejsce, które widzimy na ekranie. Za pomocą dwóch kliknięć myszki przenosimy się z wielokrotną prędkością światła do miejsc, które widzimy z Ziemi, jak i do tych fikcyjnych. Cóż, czymś twórcy musieli zapełnić galaktykę. Przepraszam, galaktyki. Rozmiary programu są porównywalne do granic obserwowalnego Wszechświata. Oprócz Drogi Mlecznej możemy zwiedzić dziesiątki tysięcy galaktyk wszelakich typów. Wszystko dzięki wykorzystaniu grafiki proceduralnej, w której zmieniając kilka prostych elementów (kolor, mapowanie, wszelakie zakłócenia czy efekty), możemy uzyskać niemal nieograniczoną liczbę obrazów. Każdą gwiazdę, planetę, mgławicę, czy czarną dziurę możemy obejrzeć pod każdym kątem z dowolnej odległości sterując kamerą. Uprzedzę fakt, że oglądanie czarnej dziury pod każdym możliwym kątem jest zajęciem co najmniej ekscentrycznym. Na planetach i asteroidach możemy w dodatku wylądować (w przypadku gazowych gigantów mija się to wprawdzie z celem) i dzięki sporej ilości szczegółów podziwiać czasem zapierające dech w piersi widoki. Sama grafika prezentuje się znakomicie. Refleksy świetlne, wysoki poziom szczegółów i możliwość wyświetlania na kilka sposobów (sam marzę o zobaczeniu Space Engine poprzez Oculus Rift) pogłębiają wrażenie przebywania w głębokiej Przestrzeni. Podróżować przez Wszechświat możemy także za pomocą kilku predefiniowanych statków kosmicznych, tutaj jednak musimy już uważać na oddziaływanie grawitacji. Domyślnie posiadamy włączoną muzykę z gatunku „space ambient”. Utwory znakomicie pasujące do kontekstu, napisane przez twórców (na tyle ile wiem) uznanych w swoim gatunku. Nie jest to jednak rzecz dla każdego, specyfika tego gatunku powoduje, że najczęściej jednak wyłączam dźwięk i włączam coś, przy czym czuję się mniej przytłoczony.

Soczewkowanie grawitacyjne wywołane przez czarną dziurę (źródło: własne)
Soczewkowanie grawitacyjne wywołane przez czarną dziurę (źródło: własne)

Space Engine jest nie tylko piękna wydmuszką. Twórca wyposażył go w możliwość wyświetlania dziesiątek danych na temat orbit, właściwości fizycznych. Osobiście pierwszy raz spotkałem się ze sferą Hilla właśnie w tym programie. Wśród danych na temat na przykład planety znajdziemy ich dziesiątki, każdy z nich jest pomocny przy samodzielnym wyciąganiu wniosków, na podstawie ich można się wbrew pozorom sporo nauczyć. Nie raz oglądając parametry orbity na przykład księżyca fikcyjnej planety przychodzi mi do głowy pytanie „a dlaczego tak?”. Prawdziwą przyjemnością jest przez to znajdowanie obiektów dziwnych. Księżyc z pierścieniami, planeta o wysoce ekscentrycznej orbicie, super Ziemia o gęstości niższej niż przewidywana, to wszystko można znaleźć przy odrobinie cierpliwości.

Właściwości orbity planety Fomalhaut b (źródło: własne)
Właściwości orbity planety Fomalhaut b (źródło: własne)
Układ Pluton-Charon wraz z wektorami, orbitami i środkiem masy (źródło: własne)
Układ Pluton-Charon wraz z wektorami, orbitami i środkiem masy (źródło: własne)

Nawigacja,  jak już wspomniałem jest bardzo prosta. Po kilkunastu minutach pracy z programem jesteśmy w stanie sprawnie poruszać się po naszym emulowanym Wszechświecie. Bardzo pomocne są przy tym ikony opcji, rozmieszczone z boków ekranu. Paski menu możemy swobodnie ukrywać, przez co nie denerwują oka. Posiadamy opcje wyłączenia efektów graficznych jak chmury, zorze polarne jednym kliknięciem. Znajdziemy też bardzo wygodne opcje, jak wyszukiwarka obiektów według wielu filtrów, „mapę wszechświata”, ukazującą nam w zależności od ustawień pobliskie galaktyki, układy słoneczne, bądź też konkretny układ planetarny. Na dole ekranu znajduje się pasek czasu, za pomocą którego możemy go przyspieszać, jak i cofać. Pozwala nam to na obserwację zmian położenia obiektów na swoich orbitach, oglądania zaćmień Tytana na powierzchni Saturna i tym podobne.

„Mapa Wszechświata”, widok układu planetarnego gwiazdy HIP 910 w gwiazdozbiorze Centaura (źródło: własne)
„Mapa Wszechświata”, widok układu planetarnego gwiazdy HIP 910 w gwiazdozbiorze Centaura (źródło: własne)

Projekt Space Engine jest projektem rozwojowym. Od dłuższego czasu trwają prace nad wydaniem wersji 0.9.7.4, która posiadać będzie między innymi dyski akrecyjne wokół czarnych dziur, co będzie gratką dla fanów Interstellar. Strona główna programu (en.spaceengine.org) posiada rozbudowane forum, na którym można znaleźć bardziej szczegółowe tekstury dla naszego Układu Słonecznego (polecam zaktualizować powierzchnię Plutona), nowe statki kosmiczne, oraz wszelakie małe pliki poprawiające na przykład cieniowanie.

Chciałbym napisać o jakiś wadach. Ciężko mi jednak je znaleźć. Program podlega ciągłemu rozwojowi, więc odpadają argumenty typu: „dlaczego nie ma tego, czy tamtego?”. Z każdą nową wersją pojawiają się nowe opcje, często jest to duża ilość opcji mniej istotnych dla rozgrywki, jednak w ogólnym znaczeniu dodają realizmu. Odpada też argument o braku interakcji. Jest to, bądź co bądź, emulator Przestrzeni, ciężko więc się przyczepić do braku możliwości bezpośredniego wpływania na otoczenie.

Space Engine może wydawać się po prostu ładną zabawką dla ludzi, którzy po prostu „lubią Kosmos”. Dla kogoś, kto temat traktuje jednak poważniej może być całkiem przyzwoitym źródłem wiedzy na temat rozmiaru i kształtu Wszechświata. Obserwowanie zmian faz planet, ich ruchów po orbitach, odwiedzenie Sedny, czy zajrzenie do środka gromady kulistej jest przecież tym, o czym każdy z nas marzy. Nie można traktować Space Engine jako programu stricte naukowego, jednak jestem przekonany, że ludzie pokroju Edwina Hubble’a, czy Harlowa Shapleya spędziliby przy nim długie godziny.

Komentarze

comments