Recenzja: Przekrój przez Wszechświat – Łukasz Lamża

Któż słyszał o jottametrze czy femtometrze? Choć naukowcy rzadko posługują się tymi jednostkami długości, to kryjące się pod tymi nazwami odległości 10²⁴ i 10¯¹⁵ metra mogą dać laikowi większą świadomość wielkości (czy też maleńkości) Wszechświata niż rok świetlny czy angstrem. Pomysł Łukasza Lamży opisania świata na przestrzeni dziesiątek rzędów wielkości nie jest nowy, ale to w jego książce znajdziemy komentarz do tego, co dzieje się zarówno w strukturach na tyle wielkich, że nasza galaktyka jest w nich zaledwie niewiele znaczącym pikselem na mapie, jak i na tyle małych, że oko ludzkie może jedynie wierzyć zapewnieniom naukowców o ich istnieniu. Czytając „Przekrój przez Wszechświat” zaczynamy od tego, co największe – od obserwowalnego Wszechświata, spoza którego nie docierają do nas żadne informacje. Po drodze mijamy gromady galaktyk i gwiazd docierając do Układu Słonecznego i Ziemi. Zostawiwszy astrofizykę, zagłębiamy się w geologię, a następnie ocierając się o długości znane nam z życia codziennego przechodzimy „na drugą stronę”, do kolejnego świata niewidocznego nieuzbrojonym okiem. Zgłębiamy biologię i chemię aż docieramy do wielkości opisywanych przez mechanikę kwantową.

Co może okazać się podczas lektury największym zaskoczeniem? Być może odległość Oboku Oorta od heliopauzy. Granica heliosfery, czyli obszaru objętego oddziaływaniem wiatru słonecznego, zawierającego w sobie wszystkie planety Układu Słonecznego i pas Kuipera, nie jest jednocześnie początkiem tego hipotetycznego obłoku, z którego pochodzą komety długookresowe. Odległość pomiędzy wewnętrzną granicą obłoku, a heliopauzą może być nawet 10 razy większa od średnicy heliosfery. Mimo tej odległości, na bryły skał i lodu w obłoku nadal oddziałuje słoneczna grawitacja.

Zadziwić też może 50 kilometrów litosfery, pod którą ugina się miażdżona skała w astenosferze. Czy kilkudziesięciokilometrowa skorupa „pływająca” na w dużej mierze stopionej skale nie wydaje się w skali całego globu być zaledwie „skorupką”?

Na wyobraźnię chyba jednak najbardziej działa skala subatomowa: „chmura elektronowa” pojedyńczego atomu ma rozmiar około 15 000 razy większy niż jądro wodoru (kolejno: 10 pikometrów, czyli 10¯¹¹ metra, i 1,5 femtometra, czyli 1,5×10¯¹⁵ metra). Dodawszy do tego fakt, że proton jest 1800 razy cięższy od elektronu zastanowić się można, czy tworami bardziej fascynującymi od supergromad galaktyk i kosmicznych pustek nie są przypadkiem te jedne z najmniejszych struktur tworzących nasz Wszechświat.

Książka jest objętościowo niewielka; temat jest zaiste kosmiczny i z pewnością niemożliwym byłoby zawarcie w jednej publikacji szczegółowego komentarza do każdego rzędu wielkości, choć zaledwie 200 stron informacji pozostawia w czytelniku spory niedosyt. Również dlatego, że autor prowadzi narrację niezwykle ciekawie. Tekst wzbogacony ilustracjami rozbudza jednak wyobraźnię i zachęca do dalszych poszukiwań.

Wcześniejsze próby zobrazowania ogromu świata to np. fenomenalna animacja „The scale of the Universe”, uwzględniająca m.in. niewspomniane w książce rozmiary gwiazd czy długości fal elektromagnetycznych,

http://htwins.net/scale2/

czy krótki film z 1977 roku pt. „Powers of ten”.


Autor: Łukasz Lamża

Tytuł: “Przekrój przez Wszechświat. Od galaktyk po cząstki elementarne z krótkim przystankiem na oku mrówki”

Wydawnictwo: Copernicus Center Press, 2014