Tadaszak: Błąd konfirmacji – Tytan: część I

W przyszłym tygodniu nie może wydarzyć się żaden kryzys. Mój grafik jest już pełen. – Henry Kissinger

– Nadal nie rozumiem powodu tego opóźnienia – chorobliwie wręcz otyły oficer siedział za swoim biurkiem. Jego brudno-brązowy mundur nie posiadał żadnych widocznych dystynkcji, prócz małego herbu Europy wyszytego na sercu. Po drugiej stronie znajdował się identyfikator imienny – Nemec. Mały, prostokątny pokój – który służył za biuro nadzorcy – oświetlony był jedynie punktowym światłem w rogu, a za plecami oficera przez wąskie okno wpływało wątłe pomarańczowe światło. –Panie… -oficer przeciągnął ostatnią sylabę, by spojrzeć na stos papierów na jego biurku w celu odnalezienia nazwiska swojego rozmówcy – Panie Swan. Mamy tutaj blisko tysiąc osób, tysiąc zbłąkanych owieczek, które liczą na pomoc od strony Państwa. W dodatku to chyba zrozumiałe, że azot sam w głębie układu się nie wyśle.

– Kolejny mały protest opozycji. Proste. – grubas wnikliwie patrzył swoimi świńskimi oczkami, miało to chyba miało wyrażać niezadowolenie i groźbę konsekwencji, jednak Swan widział w nich raczej wyraz twarzy rozpieszczonego dziecka, któremu silniejszy dzieciak zabrał zabawki. – Kilkadziesiąt osób utworzyło kordon wokół terminalu, od czasu, do czasu przecież się zdarza, że te biedaki się burzą.

– Kilkadziesiąt?! Nic nie warte kilkadziesiąt osób? Trzeba było spacyfikować. Bez pytania. – oficer kilkukrotnie uderzył tłustą dłonią w stół, momentalnie się przy tym pocąc.

– Ja tylko pilotowałem. Nie miałem wpływu na żadne decyzje, które nie dotyczyły bezpośrednio statku. Oficer porządkowy na terminalu stwierdził poza tym, że pacyfikacja tak małej grupy byłaby niepotrzebna. Mieliśmy dawać im kolejny powód do wyjścia na ulicę? Tak działa demokracja, każdy może protestować. – Swan ze spokojem spojrzał przez małe okno. Biuro nadzorcy kolonii znajdowało się kilkaset metrów nad powierzchnią gruntu. Wykuta w skale sieć korytarzy i pomieszczeń była prostszym i tańszym sposobem tworzenia baz, niż namioty, a widoki z tej wysokości potrafiły wręcz zachwycić. Pomarańcz dominował gdzie tylko nie spojrzeć. Jego różnorodne brudne odcienie posiadały nagie skały i instrumenty kolonii widoczne na powierzchni satelity. Bardzo gęsta atmosfera była niemal jednolitą ścianą. Jedynie nad horyzontem sunęła metanowo-etanowa chmura.

– Moja dupa, a nie demokracja! Demokracja polega na tym, że każdy ma prawo być przyzwoitym obywatelem i pracować dla dobra Państwa! Jeśli komuś się to nie podoba, to zapraszam na Tytana! – Swan obawiał się, że przez wściekłe uderzanie oficera w biurko, powstanie w nim zaraz dziura. Szkoda by było niszczyć taki mebel. Drewniane jasne biurko było jedynie oheblowane. Mimo prostoty mebla, było ono sporo warte – drewno było bardzo drogim surowcem już od ponad wieku. Nawet na Ziemi istniało tylko kilka komercyjnych upraw drzew. Ostatnie lasy pierwotne, jak Amazonia i dżungle w Afryce i Azji, zostały ścisłymi rezerwatami, pilnowanymi przez tysiące wyszkolonych żołnierzy, posiadających prawo do strzelania bez ostrzeżenia. Swan zastanawiał się więc, ile paskudnych przysług musiał wyświadczyć ludziom ten człowiek, skoro mógł się poszczycić tak wartościowym meblem. Dla przepędzenia myśli spoglądał na leżącą poniżej równinę. Odległą o dwieście metrów betonową płytę lądownika zaczynał pokrywać pomarańczowy pył. Również jego transportowiec zaczynał obrastać naniesionymi przez wiatr drobinkami otoczenia. Zastanawiał się przez moment, czy nie dostanie się on pod podwozie przez otwarte luki systemu paliwowego, natomiast mały okruch piasku w paliwie oznaczałby zaś kolejne dni przebywania na kolonii, do czasu zakończenia ewentualnej naprawy. Była to pierwsza wizyta Swana na Tytanie, a już od pierwszych minut miał pewność, że nie będzie dobrze wspominał tego księżyca.

Oficer za biurkiem w końcu zakończył w końcu wylewać swoją wściekłość. Siedział bujając się na krześle i wycierał pot z twarzy chusteczką. Po jej stanie można było stwierdzić, że robił to nią nie pierwszy raz. Zasapany powrócił ze swoją uwagą na Swana.

– Dobra, to by było na tyle z mojej strony. Przynajmniej na razie. Kiedy pan wracasz na Ziemię?

– Za dwa dni – Swan przystępował z nogi na nogę, jego znużenie tym człowiekiem zaczęło narastać do krytycznego poziomu. Myślami był już przy drinku, przy którym miał dziką ochotę usiąść.

– Jakie dwa dni? Standardowe, czy tutejsze? Lecisz pan poza Ziemię i nie wiesz, że doba dobie nie równa? My tu mamy tę no… Cholerną rotację synchroniczną. Doba ma prawie szesnaście dni standardowych. Widać, że jesteś pan zwykłym trepem – po tych słowach wydobył z siebie serię dźwięków podobnych do kwiku prosiaka, a które nieudolnie próbował zagłuszyć dłonią. Swan jedynie się domyślał, że tak musi brzmieć jego śmiech. Zbyt często musiał się użerać z różnej maści dyletantami, prostakami, czy po prostu zwykłymi świniami. Tak mniej więcej przedstawiał się stan kadry oficerskiej w zewnętrznym Układzie Słonecznym. Praca niewdzięczna, z uposażeniem takim samym jak na Ziemi, czy księżycach galileuszowych. Dodatkowo spore odległości od poszczególnych placówek skazywały na ograniczone kontakty z ludźmi spoza stałej ekipy.

– Dwa dni standardowe, oczywiście. Czekam po prostu na dogodne okno.

– Więc mam nadzieję, że miną one bez żadnych kłopotów. Dla obu stron. Zapraszam tymczasem do zwiedzenia naszej małej bazy. Mamy tutaj bardzo bogatą ofertę… kulturową. – Swan zastanawiał się nad jego słowami. Kolonia karna na Tytanie zapewne nie posiadała żadnych atrakcji dla turystów. Każde niemal miejsce w układzie było celem wycieczek, ciężko jednak było uwierzyć, że tego typu – w dodatku dość posępne – miejsce było celem pielgrzymek tysięcy ludzi z zawieszonymi na szyjach aparatami. Zasalutował niechętnie oficerowi, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Za zamkniętymi już drzwiami usłyszał uporczywy kaszel swojego byłego rozmówcy i coś, co przypominało splunięcie, po którym nastąpił paskudny dźwięk nagłego kontaktu plwocin z podłogą.

Wszyscy widzieliśmy dziesiątki fantastycznych obrazów Tytana z jego nieprzeniknioną atmosferą. Obrazy z misji Cassini (która niestety niebawem się zakończy) ukazują nam pomarańczową sferę, o promieniu dwóch i pół tysiąca kilometrów. Ta nieprzenikniona warstwa to oczywiście jego atmosfera. W dodatku niespotykana nigdzie indziej w układzie. Jest to jedyny obiekt w układzie (prócz Ziemi oczywiście), który posiada stabilną ciecz na swojej powierzchni. Tytan posiada też skomplikowaną pod względem chemicznym atmosferę, której jednym ze składników jest azot cząsteczkowy, który w dużej ilości występuje jeszcze tylko na Ziemi. Jaki więc jest skład i dynamika atmosfery tego księżyca, że powierzchnia jest niemal niemożliwa do zaobserwowania z wysokości dziesiątek, setek tysięcy kilometrów? Co właściwie dzieje się na dole i co to ma wspólnego z Ziemią?

Pierwsza sugestia na temat istnienia atmosfery Tytana pojawiła się w roku 1908 w pracy zatytułowanej „Observations des satellites principaux de Jupiter et de Titan” (Obserwacje głównych satelitów Jowisza, oraz Tytana) autorstwa Jose Comasa Soli. Sola twierdził, że obserwował ciemnienie brzegów satelity, co uważał za przejaw istnienia atmosfery. Lata później, bo w 1944 Gerard Kuiper odkrył obecność metanu (CH­­4), co doprowadziło go do konkluzji o faktycznym istnieniu atmosfery. W ciągu lat siedemdziesiątych serie naziemnych badań widma Tytana dostarczyły informacji na temat temperatury tam panującej (Morrison w 1972, czy też Danielson w 1973) i jej składu chemicznego (Trafton w 1972, Gillet w latach 1973-1975). Odkrycie efektu cieplarnianego przez Morrisona połączone z szczegółowymi badaniami obecności CH­4 doprowadziły do wniosku, że metan może być jedynie pomniejszym elementem atmosfery Tytana, a w jego składzie może zawierać się także etan (C­2H­­6), czy cząsteczki pyłu.

Obecność cząsteczkowego azotu (N­) po raz pierwszy została zasugerowana przez Lewisa w 1971 roku. Była to sugestia oparta na pomyśle, jakoby Tytan przechwycił amoniak (NH) podczas swojego powstania, a po jego fotolizie pozostał właśnie N­. Te fotochemiczne modele przewidywały całą obfitość acetylenu i etanu, jednak tylko kilka modeli zawierało w sobie chemię azotu. Dopiero przelot Pioniera 11 w 1979 roku potwierdził obecność absorbentów w atmosferze Tytana i ustalił jego dolny limit gęstości na 1.37 g/cm­­­­­­­­­­­­. Kilka lat później pobliskie przeloty sond Voyager 1 i 2 potwierdziły obecność azotu cząsteczkowego i ustaliły ciśnienie atmosferyczne Tytana na poziomie 1.5 razy tego, jak na Ziemi, a temperatura powierzchni ustalona została na poziomie 94 K. Badania spektograficzne tych sond wykryły obecność wielu związków organicznych, takich jak diacetylen, propan, etan, propyn. Pomimo dostarczenia mnóstwa informacji na temat atmosfery, jej gęstość i duża zawartość metanu uniemożliwiła ujrzenie jego powierzchni. Obrazy przesłane na Ziemię przedstawiały jedynie pomarańczową sferę, bez żadnych szczegółów. To, co dzieje się pod nieprzeniknioną atmosferą pozostało tajemnicą przez ponad 20 lat, do czasów misji Cassini-Huygens.

Przybycie tej misji do Tytana rozpoczęło nową erę w jego badaniu. Posiadające odpowiednie instrumenty orbiter Cassini i sonda Huygens pozwalały na miejscowe badanie zarówno atmosfery Tytana, ale też pozwoliły nam obejrzeć jego powierzchnię. Być może Tytan jest najjaskrawszym przykładem tego, jak atmosfera i powierzchnia mogą być ze sobą bezpośrednio powiązane. Organiczny materiał przetransportowany w celu utworzenia rozległych, piaskowych plaż Tytana został utworzony przez procesy fizyczne i chemiczne w atmosferze. Ciecze, które rzeźbią kanały obserwowane podczas podchodzenia lądownika Huygens są także wytwarzane w atmosferze. Długoterminowe zmiany klimatu są obserwowane w kontekście jezior i mórz powierzchniowych, a kriowulkanizm może dostarczać metan i inne gazy do atmosfery.

Tytan otrzymuje w porównaniu z Ziemią zaledwie 1% promieniowania słonecznego. Dodatkowo, z powodu rozproszenia strumienia światła przez atmosferę, jedynie 10% dociera na powierzchnię. Dla porównania, na powierzchnię Ziemi dociera ponad 50% promieniowania. Wynika z tego oczywisty fakt, że na Tytanie panują siarczyste mrozy na poziomie efektywnej temperatury wynoszącej 80 K, w skali Celsjusza to -190 stopni. Połączenie efektu cieplarnianego wywołanego przez metan i absorpcji wywołanej kolizją (N2-N2, N2-CH4, N2-H2), oraz „efektu anty-cieplarnianego” z warstw stratosferycznej mgły, wpływa na temperaturę powierzchni Tytana, która wzrasta w ten sposób do około 94 K. Ciśnienie panujące na tym księżycu to około 1.5 bara. Wpływa to znacznie na warunki powierzchniowe, dzięki którym można osiągnąć tzw. „punkt potrójny metanu”. Punkt potrójny to stan, w którym substancja może istnieć we wszystkich stanach termodynamicznych. Na Ziemi punkt potrójny osiąga woda, na Tytanie jest to właśnie metan. Dzięki temu i dzięki obfitości przeróżnych procesów atmosfery Tytana (często podobnych do ziemskich, jak też kompletnie różnych), możemy przetestować teorie dotyczące ziemskich procesów i zbadać je w kompletnie odmiennym środowisku.

Pomimo danych dostarczonych między innymi przed lądownik Huygens, nasza wiedza na temat składu powierzchni Tytana jest nadal niekompletna. Mimo wielkiego wkładu misji Cassini-Huygens, należy oddać honory naziemnym badaniom Tytana. Przykładami jest np. ALMA, która odkryła tam propionitryl, czy Herschel zauważający izocyjanowodór HNC.

Mapa Tytana (źródło: saturn.jpl.nasa.gov)

Przyjrzyjmy się wpierw powierzchni naszego miejsca akcji, które posiada dużą złożoność środowiska, takie jak jeziora, góry, czy wydmy. Jak już wspomniałem, powierzchnia jest na Tytanie w wyjątkowej relacji z atmosferą. To w atmosferze zachodzą relacje fizyczne i chemiczne, które prowadzą do powstania substancji organicznych (zarówno stałych, jak i cieczy), które później odnaleźć można na powierzchni. Biorąc pod uwagę gęstość objętościową Tytana (1.88 g/cm­­­­­­­3) lód wodny stanowi spory ułamek jego masy i jest jednym z głównych kandydatów na materiał, z którego składa się powierzchnia. Dowody na jego obecność pojawiały się już lata temu, także dzięki badaniom prowadzonym z Ziemi. Także wyniki badań jednego z instrumentów sondy Cassini – VIMS (Visual and Infrared Mapping Spectrometer) mocno sugerowały ten pogląd. Oczywiście, pojawiły się inne propozycje dotyczące tego problemu. Wśród nich było rozwiązanie oparte na węglowodorach i nitrylach (pochodne cyjanowodoru), a także interpretacja mówiąca o dwutlenku węgla, benzenie i etanie. Dane z VIMS mogą służyć do badania wyrazistych obiektów na powierzchni, jednak niestety jesteśmy ograniczeni przez jego rozdzielczość i oczywiście kaprysy atmosfery. Nie zawsze udaje się znaleźć w jej powłoce odpowiednio duże „okno”, by zajrzeć na to, co znajduje się niżej. Spoglądając na powierzchnię Tytana widzimy trzy główne typy terenu. „Jasne” obszary (jak na przykład Xanadu), „ciemne” (zdominowane przez wydmy) i „ciemnoniebieskie”, które wydają się być znacznie bogatsze w lód wodny, niż ciemniejsze obszary. Badania wykonane systemem RADAR sondy Cassini ujawniły, że jasne tereny (około 10 procent powierzchni Tytana) zawierają podpowierzchniowy lód wodny, a ciemniejsze obszary są bogate w substancje organiczne. Weźmy na przykład miejsce lądowania sondy Huygens, niedaleko obszaru Xanadu. Analiza danych, które uzyskał i jego zachowanie po lądowaniu prowadzą do wniosku, że jego miejsce lądowania było drobnoziarniste, dość miękkie i prawdopodobnie pokryte kilkumilimetrową warstwą puszystej warstwy. Stwierdzono także zawartość substancji lotnych, co stwierdzone było na podstawie wzrostu obfitości metanu po lądowaniu. Najprawdopodobniej wynikało to z nagrzania płynnego metanu, który znajdował się na powierzchni. Huygens wylądował w suchej okolicy, ale obecność wilgotności można tłumaczyć jako rezultat niedawnego wyczerpania, lub też ponownego uzupełniania cieczy poprzez opady. Powierzchnia powinna bowiem wyschnąć dość szybko, co jednak, jak widać, nie nastąpiło. Jedynie kilka procent światła słonecznego dociera na powierzchnię, co jest nie jest wystarczające do dalszych procesów chemicznych na niej. Cząsteczki wytwarzane w atmosferze (szczególnie posiadające potrójne wiązania, jak acetylen), przenoszą energię chemiczną na powierzchnię, gdzie może ona zostać uwolniona. Kilka badań i laboratoriów wskazuje na to, że na jednak procesy chemiczne mogą powstawać na powierzchni Tytana, jednak większość z nich zachodzi kilkadziesiąt kilometrów wyżej. Potrzebujemy więcej badań, by określić powierzchniową energię chemiczną powierzchni na Tytanie.

Już przed misją Cassini-Huygens było dla nas wiadome, że Tytan nie ma homogenicznej powierzchni. Na początku lat 80tych Lunine sugerował istnienie mnogości jezior i mórz wypełnionych metanem. Podczas schodzenia lądownika Huygens jego narzędzie DISR (Descent Imager Spectral Radiometer) odkryło przez przed nami sieć kanałów przecinających coś, co przypominało równinę zalewową. Wszystko to wyglądało jak systemy odwadniające, które wskazywały na rozproszone źródło. Czyżby szybka erozja, która porozcinała doliny? Huygens odnalazł jedynie pozostałości po prawdopodobnym systemie, jednak RADAR na sondzie Cassini odnalazł liczne morza i jeziora w pobliżu bieguna północnego. System RADAR pozwolił na utworzenie pierwszej mapy batymetrycznej (czyli mapy głębokości akwenów cieczy) poza Ziemią. Tak oto Ligeia Mare ma do 160 metrów głębokości. Ontario Lacus ma około 90. Morza i jeziora pokrywają 1% powierzchni Tytana i zawierają ciecz odpowiadającą globalnemu oceanowi o głębokości jednego metra, znacznie mniej od wcześniejszych fotochemicznych modeli Tytana. Jeszcze nie cały Tytan został zmapowany, jednak zauważalna jest asymetria północ-południe. Wygląda to na cykl Croll-Milankovitcha w wersji na Tytanie. Cykl ten polega na zmianie klimatu biorąc pod uwagę podstawowe parametry obiektu. Ekscentryczność orbity, precesja, nachylenie, inklinacja itp. Przeróżne procesy, które są wynikami tych parametrów, skutecznie przenoszą metan z okolic równika i niższych długości i transportują go ku biegunom. Pomimo, iż południowa półkula jest prawie pozbawiona „czynnymi” akwenami, mamy sporo dowodów na istnienie „peleomórz”. Kilka lat temu wykonano symulację klimatu na Tytanie przez ostatnie 42 tysiące lat. Wzięto pod uwagę cztery konfiguracje i każda z nich wskazywała na transport cieczy ku biegunom. Układ dzisiejszy i ten sprzed 14 tysięcy lat faworyzują transport ku biegunowi północnemu. Konfiguracja sprzed 28 tysięcy lat wskazuje na transport ku biegunowi południowemu, a ta sprzed 42 tysięcy lat jest względnie symetryczna. Można wysnuć z tego wniosek, że jeziora mogą formować się na jednej półkuli biorąc pod uwagę dany układ orbity. Pokazuje nam to także, że niskie i średnie długości aerograficzne Tytana są suche przez dłuższy czas, a symetria odwraca się co około 125 tysięcy lat.

Dzięki długiemu czasu pracy sondy Cassini możemy obserwować zmiany występujące na Tytanie. Zauważono między innymi pewne zmiany brzegowe, jednak poprzez sprzeczne interpretacje danych pozostaje otwartym pytanie, czy Cassini zauważył zmiany poziomu jezior i mórz. Niezależnie, czy poziom ten zmienił się przez ostatnią dekadę, istnieją dowody na osadzania się wyparowanego materiału, na cały cykl odparowywania i ponownego napełniania. Znakomitym przykładem są tu okolice Ontario Lacus. Jeziora i morza Tytana są szczególnym obszarem zainteresowania astrobiologii. Część złożonych substancji organicznych powstałych w atmosferze znajdzie się ostatecznie na powierzchni i co za tym idzie, w akwenach Tytana. Związki azotu mogą działać jako dwuwarstwa lipidowa w jeziorach – a jest to podstawowa część błony biologicznej. Le Gall za to wspomniał o możliwości istnienia warstwy nitryli na dnie Ligeia Mare. Lepsze zrozumienie chemii jezior i mórz Tytana wymaga badań przy okazji następnej misji.

Przed misją Cassini-Huygens Tytan nie był postrzegany jako miejsce sprzyjające istnieniu wydm. Dane z systemu RADAR ujawniły jednak szerokie rejony ich istnienia, jest to około 10-20% powierzchni całego Tytana, a pas występowania wydm rozciąga się na około 30% od równika. Dane z VIMS i RADAR wykazują, że składają się z substancji organicznych, bądź cząsteczek nimi pokrytych. Są to wydmy propagujące na wschód, mają około 100 metrów wysokości, szerokie są na jeden kilometr, a długie na 30 do 50 kilometrów. Pomiędzy nimi znajdują się przerwy, każdą kolejną wydmę dzieli od jednego do trzech kilometrów. Jest to odległość, która odpowiada granicznej wartości, co wskazuję na dojrzałość wydm, które zatrzymały już swój rozwój. Orientacja wydm i morfologia jest określona przez siły wiatru. Biorąc pod uwagę trudności w pomiarze samego wiatru, wydmy są naszym najlepszym źródłem wiedzy o wiatrach Tytana. Eksperymenty przeprowadzone za pomocą Titan Wind Tunnel wykazują, że progowe prędkości prądów są wyższe niż wcześniej przewidywano. Podobnie jak w przypadku lądowania próbnika Huygens wydaje się, że wiele obserwowanych cech powierzchni może być efektem krótkich, intensywnych procesów. Wydmy Tytana mogą być nadal aktywne i być efektem stosunkowo niedawnych procesów w klimacie.

Brak kraterów na Tytanie wskazuje jednoznacznie na młody wiek geologiczny jego powierzchni. Póki co największym zaobserwowanym kraterem jest Menrva, która ma 450 kilometrów średnicy. Kratery Tytana nie są rozprowadzone jednolicie po jego powierzchni. Xanadu jest rejonem o największym ich zagęszczeniu, a równikowy rejon wydm i okolice bieguna północnego są w nie najbardziej ubogie. Dobrze zachowane kratery występują tylko na niższych długościach. Biorąc pod uwagę dystrybucję kraterów na Tytanie, wiek jego powierzchni szacowany jest na 200 milionów lat, do miliarda. Jest to wiek bardzo podobny do wieku powierzchni Ziemi, a sam Tytan, podobnie jak Ziemia, ulegał wielu procesom zmieniających jego stan. Kratery szerzej zbadane, jak Sinlap i Selk wykazują ślady erozji. Neish wraz z zespołem odkrył, że kratery Tytana są płytsze niż te z porównywalnymi na Ganimedesie. Uważają oni, że zostały one wypełnione przez procesy eoliczne, czyli przez procesy działalności wiatry na rzeźbę terenu.

Swan naprzeciwko siebie zauważył toaletę. Drzwi do niej były identyczne jak te, które miał za sobą, a jedynie małe oznaczenie na szczycie drzwi ujawniało jego przeznaczenie. Obszarpane framugi i chyba stuletnia farba nie zachęcały do wizyty. Pomyślał jednak, że obmyje chociaż twarz. Być może uderzenie zimnej wody przywróci jego myślenie na prawidłowe tory, szczególnie zależało mu na pozbyciu się z umysłu widoku Nemeca. Wnętrze było w zaskakująco dobrym stanie. Wykończenie wyglądało co prawda spartańsko, ale nie dało się zauważyć zniszczeń i brudu. Pomieszczenie było wykończone podłużnymi płytami o kremowym kolorze. Ciepłe światło wydobywało się z ich najwyższego poziomu, dawało to wrażenie przebywania w toalecie ziemskiej restauracji, bądź hotelu. Swan podszedł do umywalki i nabrał wody w dłonie. Szybkim ruchem obmył twarz i spojrzał w duże lustro znajdujące się przed nim.

Miał krótkie, czarne włosy. Starał się je regularnie przycinać, bowiem jego naturalnie kręcone włosy mogły kojarzyć się z modą zdegenerowanej młodzieży, której jedynym zajęciem jest szwendanie się po nocach i zaczepianie uczciwych obywateli. Niestety, mimo aktywnych działań Państwa były jeszcze miejsca na Ziemi, gdzie nie warto chodzić po zmroku. Gdy widziało się grupę osób, w której każda z nich posiadała jakiś fioletowy element ubioru lepiej było odejść w przeciwnym kierunku. Jego zielone, duże oczy były szeroko rozstawione, wyłupiaste i znajdowały się pod cienkimi jak nić brwiami. Płaska twarz i szczeciniasty czarny zarost przywodziły na myśl skojarzenia z żabą. Często tak właśnie był nazywany i to tylko przez tych życzliwszych. Najczęściej jednak był po prostu Ropuchem. Przez ponad trzydzieści lat swojego życia zdążył się do tego przyzwyczaić. Ile przecież można trzymać w sobie wyzwiska dzieciaków i komentarze obcych ludzi w komunikacji miejskiej. Ostatecznie pozbył się kompleksów związanych z wyglądem w szkole dla pilotów cywilnych, gdy za początek kodu identyfikującego wybrał RPH.

Poprawił swój kombinezon. Był to standardowy ubiór służb transportowych. Czarne spodnie z dwoma czerwonymi pasami wzdłuż nóg i zapinana na zamek pod szyję bluza w tej samej kolorystyce. Na sercu znajdowało się białe godło Europy, a na prawej piersi mały identyfikator z jego nazwiskiem. Na ramionach było wyszyte Słońce okrążane przez rakietę w klasycznym ujęciu – znak rozpoznawczy sił powietrznych. Wyszedł z toalety i zauważył, że na ścianę przy której się znajdował pada klin światła z pokoju oficera.

Czy zamykał za sobą drzwi? Był pewien, że tak. Nie to jednak było najdziwniejsze. Usłyszał głos wydobywający się zza otwartych drzwi. Od razu rozpoznał w nim Nemeca, jednak nie słyszał drugiej osoby. Najwyraźniej rozmawiał przez komunikator. Nie chciał podsłuchiwać, średnio interesowały go wewnętrzne sprawy księżyca, którego miał i tak niebawem opuścić. Ciężko było mu jednak nie słyszeć głosu oficera, który mówił dziwnym, ochrypłym głosem. Wydawał być się czymś wyraźnie podnieconym, jakby usłyszał plotkę o własnym awansie, bądź o śmierci odwiecznego wroga.

– …śmierci? Ile jest tych kaset? Ale to o dwie mniej niż ostatnio. Hmmmm… no dobrze, dwóch chłopców więcej mi pasuje. W jakim wieku? Świetnie, to lubię! Tak, nigdy nie narzekałem na stan ciał od was. Biorę wszystko. Tak, płatność tak jak zawsze. Dzięki, do następnego razu.

Stał jeszcze chwilę za drzwiami. Zastanawiał się przez chwilę, czy oficer nie usłyszy jego oddechu, który stał się głębszy z powodu szoku i obrzydzenia. Czy ten człowiek naprawdę skupywał martwe ciała? Nie chciał nawet myśleć do czego byłyby mu one przydatne. Miał szansę na zbadanie niemałej afery, w która było zapewne zaangażowane wiele osób. Ten świński oficer to tylko koniec długiego łańcucha. Trzeba by dodać przecież jeszcze dostawcę i kogoś, kto fałszowałby akta zgonu. Czyje ciała dostawały rodziny zmarłych i czy w ogóle dostawały po nich cokolwiek? Co jeśli w dodatku ktoś tym ofiarom „pomaga”? To musi być cała machina, ludzie rozrzuceni w odległości kilku jednostek astronomicznych musiało współdziałać sprawnie i bardzo, bardzo dyskretnie. Nie, lepiej się nie mieszaj – pomyślał. Wpadniesz w jakieś gówno, a przecież tylko przywiozłeś tutaj tylko grupę więźniów. W momencie, gdy miał oddalić się do swojego pokoju hotelowego, usłyszał z biura kroki, a klin światła na ścianie stał się węższy. Otyły oficer podchodził do drzwi. To już koniec – myślał Swan. Znajdzie mnie tutaj, jak nie pod drzwiami, to oddalającego się od nich. Zada kilka pytań, na które nie będę mógł odpowiedzieć od razu. Zrobią mi pokazowy proces, gdzie osądzą mnie o szpiegostwo, sabotaż, lub o naprawdę cokolwiek. Skończę życie na Tytanie obsługując koparkę. Zamknął mocno oczy wyobrażając siebie w zdezelowanym kombinezonie, przez który czuł jak wbijające się w ciało szpilki, mróz na poziomie minus sto sześćdziesięciu stopni. Nie usłyszał jednak krzyków oficera, nie został też obezwładniony paralizatorem. Jego słuch zarejestrował jedynie zamykanie drzwi i oddalające się kroki wewnątrz biura. Masz mnóstwo szczęścia, Arthur. Cholerny gnojku, wywinąłeś się – szeptem powiedział do siebie opierając się mocniej o ścianę. Adrenalina nadal buzowała w jego krwioobiegu i postanowił wykorzystać ten narkotyczny atawizm i jak najszybciej oddalić się ku swojemu pokojowi.

Nie myślał o słowach, które usłyszał. Nie zastanawiał się nad szczęściem, które pogłaskało go łagodnie po włosach mówiąc „jeszcze nie teraz, Arthur”. Szedł mocnym krokiem. Stan techniczny kolonii z terminalu statków do biura nadzorcy był jeszcze porównywalny z bazami na Ceres, czy Makemake. W okolicy terminali zawsze kręcili się usmarowani mechanicy, czy pijani piloci próbujący poderwać lokalne piękności: „zobacz, tym właśnie przyleciałem, chcesz zobaczyć od środka?”. Jednak na Tytanie nikt chyba nie przykręcał nowej śrubki od lat, nikt nie trudził się z pozbyciem się starej warstwy farby przed położeniem nowej. Korytarz miał trzy metry szerokości. Co kilkanaście metrów zakręcał to w lewo, to w prawo. Drzwi były rozmieszczone średnio co osiem-dziesięć metrów. Wszystkie z nich wyglądały na zbudowane z taniego syntetyku, który można było rozbić pięścią. Ściany pomalowane były w odcień brązu podobny do tego z munduru nadzorcy. Na suficie rozmieszczone były świetlówki w regularnym rzędzie. Zupełnie nie zdziwił Swana fakt, że co druga nie działała, bądź była na skraju swojej używalności. Nie martwiło go to zbytnio, nie widział dzięki temu większości pajęczyn wiszących pod sufitem. Korytarz wypełniał jedynie jego krok i bzyczenie zepsutych świetlówek. Dziwna, synkopowana muzyka skomponowana przez free jazzowego muzyka. Spacer po tym korytarzu kojarzył się Swanowi z tanimi filmami w stylu gore. Przyszło mu nawet na myśl, że zza zakrętu wyjdzie ku niemu chirurg-sadysta z okrwawionym kitlu i narzędziem do lobotomii w ręku. Ta myśl paradoksalnie wywołała u niego uśmiech i pozwoliła chociaż na chwilę zapomnieć o Nemecu.

Po kilkunastu minutach stanął u stóp dużych, magnetycznie otwieranych drzwi. Znajdowała się za nimi dodatkowa śluza, która podobna była do systemu bramek kontrolnych na terminalach transportowych. Śluzy tego typu posiadały standardowe skanery badające, czy osoba je przekraczająca posiada na przykład broń. Algorytm był w stanie wyszukać wśród tysięcy dostępnych w Układzie rodzajów broni, a także ekstrapolować ich obecność na podstawie materiału, z których został wykonany podejrzany materiał. Od tej strony kolonii dostęp miał do nich każdy, jednak każde wyjście było rejestrowane. Przyłożył więc kciuk do czytnika, a drzwi rozsunęły się z sykiem. Dlaczego tego typu drzwi zawsze otwierają się z takim dźwiękiem? – zastanawiał się – Przecież to nie jest kwestia konstrukcji. Przez ten głupi syk wszystkie magnetyczne drzwi w układzie otwierają się jak tandetne drzwi z dykty w starych filmach science-fiction. Przed przekroczeniem drzwi obejrzał się za siebie. Dopiero wtedy przyszło mu do głowy, że nie spotkał po drodze nikogo z obsługi bazy. Żadnej sekretarki, żadnego strażnika. Wydawało się to dziwne, wręcz niepokojące. Przecież w administracji bazy musiało pracować przynajmniej kilkanaście osób. Wzruszył jednak ramionami i przeszedł przez drzwi poddając się kontroli skanerów.

C.D.N.