Wywiad Pulsu: Kim Stanley Robinson

Kim Stanley Robinson (źródło: hcn.org)

 

Niektórzy z nas poszukują w książkach przygody i wartkiej akcji. Inni oczekują rozwiniętych charakterologicznie postaci. Dla tych, którzy szukają ogólnie pojętej prawdy, powieści Kima Stanleya Robinsona są pozycjami obowiązkowymi. Głęboko zaangażowane społecznie i politycznie , jego książki nie są swobodnymi pozycjami do poczytania w chwili przerwy. Angażują, pochłaniają i zmuszają do intensywnego myślenia. Dzięki temu, że Robinson unika fajerwerków (jak na standardy science-fiction, oczywiście) mamy nieustanne wrażenie, że wydarzenia przez niego opisane mogą wydarzyć się już za chwilę, jeszcze za naszego życia. Efektem są naprawdę dobrze napisane książki, które ukazują nam kontekst człowieka umieszczonego w środowisku. Lekko utopijny sos dodaje smaku opowieściom o naszych błędach i naszej naiwności. Cóż, widocznie jesteśmy niezmienniczy i konwergentni.

Maciej Tadaszak (Puls Kosmosu): Dziękuję za możliwość zadania Ci kilku pytań. Jesteś najważniejszym żyjącym pisarzem science-fiction, jednak zacznijmy od początku. Dlaczego wybrałeś akurat science-fiction jako platformę do wyrażania swoich obaw, nadziei i myśli?

Kim Stanley Robinson: Dorastałem w rolniczym regionie, który przeobraził się w miasto w trakcie mojego dzieciństwa i młodości. Potem, gdy zacząłem studiować literaturę science fiction, a było to we wczesnych latach szkolnych, uderzyło mnie to, jak jest ona najlepszym sposobem wyrazu tego, w jaki sposób odczuwam rzeczywistość. Byłem w nią zaangażowany od tego czasu.

MT: Częstym zarzutem wobec science-fiction jest jego słabość w warstwie literackiej. Jednak Tobie, z powodu wykształcenia (KSR ukończył literaturę w Bostonie), udaje się wnieść do tego gatunku dobry styl. Co jest dla Ciebie ważniejsze? Umiejętne przekazanie historii, czy kwestie czysto literackie?

KSR: Przede wszystkim chcę pisać dobre powieści. Myślę więc, że to przede wszystkim dla mnie literackie zagadnienie. Musisz jednak pisząc analizować to, co jak Ci się wydaje, czyni z książki dobrą powieść, a tutaj sama historia staje się ważna jako kluczowy element powieści, co jest zawsze najlepszą metodą jeśli w grę wchodzą relacje między jednostką a społeczeństwem, a co za tym idzie w science-fiction – na planecie i w kosmosie. Więc wszystkie te elementy literatury stają się ważne i nigdy nie można oddzielić formy od treści.

MT: Co lubisz czytać prywatnie? Jakie książki Cię ukształtowały i co czytać na co dzień?

KSR: Zawsze czytam jakąś powieść, a kiedy skończę jedną, sięgam po następną. Tak czytam w łóżku przed zaśnięciem. Za dnia czytam literaturę non-fiction, aby podeprzeć moją własną fikcję badaniami. Czytam także czasem poezję, jako ostatnią rzecz przed zaśnięciem. Mam bardzo długą listę powieści, które były dla mnie ważne, więc nie ma sposobu, aby to zrobić tutaj, ale krótko wymienię Garcie Marqueza, Woolf, Dos Passos, Joyce Cary, Doris Lessing. W science fiction uwielbiam większość New Wave, a zwłaszcza Le Guin, Russa, Wolfe’a, Delany’ego. Przeczytałem wszystkie książki Lema wydane w języku angielskim i polską powieść „Lalka”. Niedawno ukończyłam tetralogię Eleny Ferrante, świetne powieści.

MT: Jesteś głęboko zaangażowany pro-ekologicznie w swoich książkach. W niektórych z nich (Trylogia Marsjańska, 2312) człowiek doprowadza Ziemię niemal do ruiny, formując resztę układu dla swoich potrzeb i darząc go jednocześnie szacunkiem. Nie uważasz, że zapominamy o czymś ważnym? Kochamy kosmos, zapominając o naszej planecie, zamiast postępować odwrotnie?

KSR: Ziemia jest zawsze głównym problemem dla ludzkości. W „Trylogii Marsjańskiej” i w „2312” projekty Marsa i Układu Słonecznego to sposoby modelowania tego, co musimy zrobić tutaj na Ziemi. W obydwu powieściach próbuje się za pomocą inżynierii zbudować nisze ekologiczne i zastosować te rozwiązana na Ziemi. Ci, którzy uważają inne miejsca za ucieczkę z Ziemi, lub za drugie domy, które mogłyby zastąpić Ziemię, oszukują się. Myślę, że moje powieści wyjaśniają to jasno.

MT: Nie jesteś zbyt optymistyczny, jeśli chodzi o błędy popełniane przez ludzi w przyszłości. Ziemia nadal będzie rządzona poprzez pieniądze i siłę, reprezentowane przez coraz silniejsze międzynarodowe korporacje. Czy jest to według Ciebie walka klas, walka polityczna, czy jednak czysta biologia, zaawansowana wersja walki o terytorium i żywność?

KSR: To polityczna walka o władzę, walka klas, dokładnie tak. Nadal żyją ludzie, którzy jakoś są w stanie uwierzyć, że mogą pracować na rzecz jednej grupy, począwszy od rodziny, do państwa narodowego aż po przez resztę ludzkości i że będzie to jakieś rozwiązanie. Ponieważ jesteśmy jednym gatunkiem na jednej planecie, zawsze jest to błąd, ponieważ wszyscy muszą prosperować, aby ktoś był bezpieczny. Taki jest projekt utopijny, ostateczny cel cywilizacji i historii świata. Przypuszczam, że w moich książkach jasno widać, że nie będzie to łatwy i szybki proces, a nawet taki, który kiedykolwiek odniesie sukces, ale taki projekt musi być jasno określony, abyśmy mogli dla niego pracować.

MT: Jesteś bardzo przywiązany do opisywania środowiska i natury. Opis powierzchni Marsa w „Czerwonym Marsie” nie odstaje od zdjęć wykonanych przez Curiosity. Tybet w „Ucieczce z Katmandu” to niemal żywa kraina. To zabieg czysto literacki, wynik miłości do natury? Wiemy przecież, że lubisz się wspinać.

KSR: Lubię wędrować w Sierra Nevada w Kalifornii, a także spędzać czas na plażach w Kalifornii. W ten sposób dostaje się to do mojej fikcji, a także wpływa na moje myślenie o tym, kim jesteśmy jako gatunek i co jest dla nas ważne dla długotrwałego przeżycia. Ponadto, ponieważ wiele moich książek dzieje się w przyszłości, a nawet poza Ziemią, koncentrując się na naturalnym świecie,  mogę dodać do moich powieści elementy, które wynikają bezpośrednio z mojego doświadczenia. To pomaga książkom i jest również bardzo satysfakcjonujące.

MT: W książce „Lata Ryżu i Soli” przedstawiasz alternatywną wersję historii, w której to Europa została niemal całkowicie wyludniona przez dżumę, a prym ludzkości wiodą Azja i Bliski Wschód. Czy nie wydaje Ci się, że możemy stać na skraju początku dominacji tych regionów na świecie?

KSR: Nie wiem, ale to ciekawa kwestia do rozważenia. Zawiera w sobie demografię i politykę. Chodzi tu o konflikt: duża liczba ludzi, kontra kwestia władzy i bogactwa. Europa i Ameryka Północna nadal posiadają bardzo duży odsetek światowego kapitału, a więc ich potęga w sprawach ludzkich i ich zużycie zasobów naturalnych jest zdecydowanie niedopasowany do ich liczbowego odsetku ludzi na świecie. To, czy sytuacja ta będzie trwała i jak długo jeszcze potrwa, jest otwartym pytaniem. Ale nie sądzę, że całkowita sytuacja kiedykolwiek upodobni się do tej opisanej w „Latach Ryżu i Soli”. To jednak po prostu historia alternatywna.

MT: Niedawno opublikowałeś swoją najnowszą powieść: „New York 2140”. Nie ukazała się ona jeszcze w Polsce i zapewne niestety będziemy musieli na nią poczekać. Co planujesz dalej?

KSR: Pracuję nad powieścią, w której Chiny ustanawiają kolonię na Księżycu. Jak zawsze interesuje mnie kwestia rewolucji, utopii i pozytywnej przyszłości ludzkości. Więc dobrze się bawię.

MT: Dziękuję za odpowiedź i przesyłam pozdrowienia w imieniu Pulsu Kosmosu

KSR: Dziękuję,

Stan

Typowy weekend Kima? (źródło: slate.com)

Komentarze

comments