Wywiad Pulsu – Stanley Chan

Zapewne są wśród Was osoby, które miały okazję przeczytać Problem Trzech Ciał, autorstwa Cixin Liu. Realia i historia Państwa Środka, ukazane w tej książce na pewno wpłyną na zainteresowanie zarówno Chinami, jak i chińskim science-fiction. Przez kilka miesięcy próbowałem dotrzeć do Liu, po dziesiątkach mejli okazało się, że jest on obecnie zbyt zajęty. Temat chińskiego science-fiction jest jednak zbyt interesujący, bo go tak pozostawić. W końcu to w tym kraju obserwujemy to, co działo się z science-fiction w USA w latach czterdziestych, pięćdziesiątych. Wielki boom, moda i nowe, świeże otwarcie.

Stanley Chan, czyli Chen Quifan, jest jednym z ciekawszych młodych autorów w Chinach. Urodzony w 1981 roku Stan niedługo zadebiutuje w USA, gdzie jego powieść „The Waste Tide” wejdzie na rynek nakładem wydawnictwa Tor, które wydało też Cixin Liu, czy Kena Liu. Liczymy oczywiście, że na fali popularności Problemu Trzech Ciał i jemu uda się zadebiutować w naszym kraju. Trochę o sobie, trochę o literaturze, zdecydowanie o Chinach: Stanley Chan.

Amerykańska okładka „The Waste Tide” (źródło: tor.com)

Maciej Tadaszak (Puls Kosmosu): Jesteś jednym z najważniejszych współczesnych chińskich pisarzy science-fiction. Polscy czytelnicy mogli przeczytać Twoje opowiadania na łamach „Nowej Fantastyki”. Pisanie jest dla Ciebie sposobem na życie, czy po prostu pracą? Niedawno pracowałeś w Google China.

Stanley Chan: Będąc szczerym, pisanie w Chinach nie zapewnia przyzwoitego życia, tylko dzięki publikacjom. Obecnie pracuję jako konsultant w firmach związanych z technologiami. Robię także inwestycje i adaptacje filmowe własnych powieści. Opuściłem Google cztery lata temu. Połowę czasu zajmuje mi pisanie istotnych prac i pism.

MT: Twoja powieść „The Waste Tide” zadebiutuje za kilka miesięcy w USA. Opowiedz nam kilka słów na temat tej książki.

SC: Właściwie to moja debiutancka powieść. Nie mam żadnych oczekiwań. Czuję się bardzo szczęśliwy, że moja książka została przetłumaczona na inny język przez niesamowitego Kena Liu. Jeśli ktoś przeczyta tę bardzo lokalną chińską historię science-fiction i czuje, że jest tego godna… Będę tak bardzo wdzięczny.

Powieść opisuje bliską przyszłość w trzeciej dekadzie tego stulecia. Na wyspie Silicon, w południowych Chinach, która została zbudowana na bazie recyklingu odpadów elektronicznych, zanieczyszczenie spowodowało, że miejsce to nie nadaje się do zamieszkania. Występuje tam nieustanny konflikt, walka, w której potężne rodzime klany, migrujący robotnicy z innych części Chin i elity reprezentujące międzynarodowy kapitalizm walczą o dominację. Mimi, młody robotnik imigrant i „dziewczyna odpadowa” zamieniają się w coś bardzo dziwnego po wielu cierpieniach i zmieniają całą sytuację.

Wpadłem na ten pomysł dzięki mojemu przyjacielowi z mojego rodzinnego miasta – Shantou, które jest małym miasteczkiem w specjalnej strefie ekonomicznej w południowych Chinach. (zaiste małe, około półtora miliona mieszkańców – przyp. autora) Prowadził on wtedy działalność w zakresie recyklingu odpadów elektronicznych. Opowiedział mi o mieście Guiyu, które może być największym centrum recyklingu śmieci na świecie i które znajduje się bardzo blisko mojego rodzinnego miasta. Zrobiłem kilka badań terenowych i byłem zszokowany nędzną sytuacją życiową pracowników i tamtejszych mieszkańców. To był zapalnik do napisania tej powieści. Chcę wprowadzić pewne zmiany z moją niewielką siłą. Chciałabym zrobić więcej.

MT: To pytanie zapewne usłyszałeś milion razy. Dlaczego science-fiction?

SC: Moje pierwsze spotkanie z science-fiction było jeszcze w przedszkolu. Mój tata przynosił mi kilka popularnych czasopism naukowych, takich jak Science Illustrated i Knowledge is Power. W niektórych znajdowały się bardzo klasyczne opowiadania science-fiction, jak „Zaginiony Świat” Arthura Conan Doyle’a. W ten sposób zacząłem czytać science-fiction.

Moimi ulubionymi pisarzami byli Jules Verne, H.G. Wells i Arthur C. Clarke, a moja ulubiona franczyza to Star Trek (Spock rządzi!) mimo, iż kocham oryginalną trylogię Gwiezdnych wojen. Zacząłem pisać opowiadania, gdy byłam w szkole podstawowej, jakoś w pierwszej klasie. Napisałem trochę space opery i dziecinne imitacje Gwiezdnych wojen.

Zachęcała mnie moja rodzina. Najlepszą rzeczą, jaką otrzymałem od niej jest to, że nigdy nie ograniczała mnie w niczym. Poszedłem do biblioteki miejskiej w wieku sześciu lat i przeczytałem wszystko, co mogłem znaleźć. Nie mam prawdziwego mentora i jestem głównie samoukiem w pisaniu. Wydaje się, że moi rodzice nie mieli pojęcia kim mogę zostać, co nie jest podobne do większości innych chińskich rodziców.

MT: Jesteś uważany za reprezentanta „realistycznego” nurtu, trochę mrocznego, trochę cyber-punkowego. Czy to wspólna cecha młodego pokolenia pisarzy?

SC: Młodsze pokolenie chińskich pisarzy science-fiction jest bardzo różnorodne i każdy ma swój własny styl. Tak jak na przykład Feidao skupia się na historycznych alegoriach, Baoshu na podróżach w czasie, Xiajia na feminizmie, a Jiangbo na space operze.

Nigdy nie próbowałem umieścić określonej etykiety lub kategorii w moich pracach. „Realizm science fiction” jest w rzeczywistości kawałkiem kiepskiej frazy. Pomaga mediom interpretować treść, którą próbujemy wyrazić. W porównaniu z tradycyjnym „realizmem”, który wydaje się być źle przystosowany, lub wręcz znieczulony do naszego życia przepełnionego technologią, „realizm science fiction” jest bardziej krytyczny od rzeczywistości i bardziej zdolny do ujawnienia złożonych związków między technologią a współczesnym życiem, a także transformacji indywidualnej i ludzkiej oraz konsekwencji takiej transformacji.

To był stały temat, który ciągle mam na myśli w moich pracach. Na przykład w „Smogu”, który napisałem w 2006 roku, przewidziałam, że Pekin ucierpi z powodu bardzo poważnego zanieczyszczenia powietrza, oraz opisałem efekty na życie ludzi i ich psychologię. Nie chcę jednak nazywać się „pisarzem realistycznym science fiction”. Chciałbym tylko pisać dobre historie, które poruszą czytelników, niezależnie od tego, czy są to „science fiction” czy „realistyczne”.

Etykiety są bardzo ważne dla wydawców, mediów i krytyków, ponieważ działają jak łóżko Prokrusta. Zmuszają pisarzy do szufladkowania tak, że można ich umieścić na półkach w celu ustalenia oczekiwań czytelników. Moim celem zawsze było zaskoczenie czytelnika, nieważne, czy lubi książkę, czy nie.

MT: Gatunek science-fiction jest traktowany w Chinach na poważnie zaledwie od trzech dekad. Wcześniej były to po prostu „opowieści dla dzieci”, które miały pobudzać wyobraźnię i motywować do osiągania sukcesu. Czytałeś tego typu powieści w dzieciństwie?

SC: Tak, dzieła Julesa Verne’a i Arthura C. Clarke miały duży wpływ na mnie, gdy byłem młody. Jak również bardzo znana chińska powieść science-fiction o nazwie „Little Smart Roaming the Future” (小灵通 漫游 未来) opublikowana w 1978 roku. Opisuje optymistyczną przyszłość Chin w 2000 roku z dużą ilością fantazyjnych technologii, utopii pełnej latających samochodów, genetycznej inżynierii roślin i zwierząt, super wydajne życie miejskie. Oczywiście, po latach wiele się sprawdziło. Ale nadal nam to poczucie optymizmu i technologii, które społeczeństwo naprawdę chce, aby dzieci mogły się uczyć. 

MT: Pesymizm w science-fiction to właściwie trend globalny. Jak przedstawia się to w Twoim kraju? Co z pisarzami, którzy nie pamiętają już w żaden sposób np. Rewolucji Kulturalnej?

SC: W moich pracach nigdy nie próbowałem świadomie myśleć o politycznych lub społecznych metaforach. Piszę o aspektach życia w Chinach, których doświadczam i które obserwuję Niektóre z nich są dobre, niektóre złe. Często jestem zaskoczony tym, jak krytycy potrafią czytać więcej słów w moich opowieściach. Słów, o których nawet nie myślałem. Od czytelników często dostaję przekaz zwrotny na podstawie ich uczuć. Na przykład, po opublikowaniu „Roku Szczura” wielu studentów wysłało w Internecie mówiąc, że uważają tę książkę za moją najlepszą, bo wyrażała rodzaj bezradności i zmieszania na temat przyszłości, którą odczuwali.

Myślę, że jedną z najważniejszych cech pisarza jest wrażliwość: zdolność wychwytywania dziwności w życiu codziennym. Jest to szczególnie ważne we współczesnych Chinach, gdzie łatwo można zgubić w kalejdoskopie, ciągle zmieniającym się zgiełku życia i ostatecznie stracić tę wrażliwość.

MT: Spekulacje na temat historii, jej zagrożeń i szans jest rdzeniem science-fiction. Jak więc widzisz przyszłość Chin? To kraj sukcesu ekonomicznego, okupionego jednak wieloma ofiarami.

SC: Ostatnio przeczytałem książkę  Yuvala Noah Harariego  ” Homo Deus – krótka historia jutra”. Z perspektywy pisarza science fiction nie wnosi wiele nowego, ale cały materiał był bardzo dobrze przygotowany, aby wspierać jego punkt wyjścia, czyli tezę, że nasza przyszłość to „de-antropocentryzm”. Bez względu na to, czy mówimy o cyborgach czy AI, musimy nauczyć się przyzwyczajać do świata, w którym ludzie nie są już bohaterami, ale odgrywają rolę wspierającą. Właśnie o tym dużo myślę.

Jeśli chodzi o Chiny, tempo chińskiego społeczeństwa przyspieszyło w ciągu ostatnich dziesięcioleci, wydaje się, że ostatnio trochę spowolniło, ale nadal jest imponujące. W ciągu naszego życia zobaczymy wiele zmian: technologia, gospodarka, kultura, struktura społeczna i etyka. Ludzie czują się zaniepokojeni tym zmianom, trudno za nimi nadążyć. Jako pisarze science-fiction i i innowatorzy, jesteśmy dobrzy w symulacji różnych scenariuszy w kontekście „co jeśli” i spekulacjami nimi. Czujemy się czasem zdrętwiali, gdy stajemy wobec zmian, których wielokrotnie doświadczyliśmy  w świecie fikcyjnym.

Tak trudno podsumować przyszłe Chiny jednym prostym założeniem. Chiny są zbyt duże i niezrównoważone we wszystkich dziedzinach. Z najbardziej rozwiniętych mega-miast, takich jak Pekin, Szanghaj czy Shenzhen, do bardziej wiejskich prowincji północno-zachodnich, to jak inne planety. Jednej rzeczy możemy być pewni, Chińczycy bardzo dobrze przystosowują się do nowych technologii, bez względu na to, czy to Internet, smartfony czy VR, AR, AI, mogą bez problemu używać ich wszystkich do prowadzenia działalności gospodarczej lub by poprawiać jakość życia. Ale nastąpią konflikty między państwem totalitarnym, a samorealizacją jednostek, a napięcie zostanie zbudowane i unicestwione na platformie aplikacji technologicznych.

MT: Cóż, mówiąc o kapitalizmie. Do czego może nas doprowadzić jego skrajna forma, która ujawnia się w wielu częściach świata? Mając mnóstwo jedzenia wokół, nie trzeba budować elektrowni jądrowych.

SC: Cóż, już to robimy. W Shenzen mamy ogromny kompleks elektrowni jądrowych.
MT: Polscy czytelnicy mieli okazję przeczytać Problem Trzech Ciał, Cixin Liu. Czy uważasz to za naprawdę dobrą powieść? Mnie przypominała współczesną wersję Wojny Światów, z dodatkiem problemów współczesnej fizyki.
SC: Problem Trzech Ciał jest najlepszym chińskim science-fiction, nawet najlepszym światowym od lat. Jest to rezonacja złotego wieku. Pasja i heroiczny duch odkrywania głębokiej przestrzeni i wyprawy na dalekie granice kosmosu. Gorąco polecam każdemu czytelnikowi, jeśli masz szansę ją przeczytać.
MT: Gdy czytałem Problem Trzech Ciał czułem inny punkt widzenia, swego rodzaju świeżość, głównie właśnie z powodu Chin. Jakie są jednak podstawowe różnice między chińską, a zachodnią literaturą?
SC: Literatura science-fiction każdej kultury musi mieć własne cechy, odzwierciedlające jego język i kulturę. Największą cechą charakterystyczną Chin jest drastyczna transformacja i pęknięcia między różnymi formami społecznymi. Przez sto lat Chiny doświadczyły postępów, które na Zachodzie trwały przez wiele wieków. Od końca dynastii Qing do Republiki Chin, do założenia Chińskiej Republiki Ludowej, nauki z Związku Radzieckiego, reformy i otwarcia, każdy ten etap trwał zaledwie około kilku dekad. Jest coś bardzo z science-fiction i bardzo fantastycznego w tej bardzo drastycznej transformacji społecznej. W podstawowej warstwie, gleba wiejskich Chin nadal tam jest, a nie dokładnie zmyta. Doprowadziło to do współistnienia wielu różnych warstw społeczeństwa, które najlepiej nadają się na przestawienie w science-fiction.
Mówi się, że jest to złoty wiek chińskiego science-fiction. Odpowiedź brzmi tak i nie.
Z jednej strony mamy zwycięzców Nagrody Hugo i ogromny kapitał poszukujący dobrego science-fiction dla adaptacji filmowych. Najwyraźniej możemy dotrzeć do szerszego rynku i być bardziej wpływowym nie tylko w Chinach, ale na arenie międzynarodowej. Rząd uważa, że ​​science-fiction jest wartościowym eksportem kulturalnym.
Myślę, że szerszym tłem jest wzrost Chin jako całości, polityki, gospodarki i kultury; odgrywa ona coraz ważniejszą rolę. Kiedy ogólna siła polityczna i gospodarcza osiągnie pewien poziom, naród będzie zazwyczaj poszukiwał eksportu kulturowego. W przeszłości deficyt w handlu kulturowym Chin był dość oczywisty; mieliśmy bardzo mało eksportu kulturowego. Ma to również związek z ryzykiem i szczęściem. Ken Liu odgrywał kluczową rolę. Mieliśmy szczęście mieć tłumacza takiego jak on, który posiada znajomość języka angielskiego i chińskiego, a który nie tylko zna, ale także interesuje się science-fiction.
Z drugiej strony nie mamy solidnej bazy pisarskiej w porównaniu z Ameryką czy Europą. Nasi czytelnicy mają wąskie gusta i umysły, jeśli chodzi o science-fiction. Nasz przemysł filmowy nie jest gotowy do produkcji tego typu filmów. Pieniądze mogą zwiększyć przemysł, ale może w końcu zniszczyć pasję. Ponieważ jesteśmy jeszcze młodzi, droga przed nami jest jeszcze długa.
MT: Socjalizm w Chinach istnieje obecnie tylko na papierze. Czy to, jak ten system wygląda, a jak nazywa go rząd, nie tworzy jakiejś dziwnej hybrydy? Wiesz, podział świata na kapitalistyczny, socjalistyczny i system chiński?
SC: Można nazwać to socjalizmem z chińskimi cechami, czy typowym kapitalizmem; ale myślę, że każdy wie, co to jest w rzeczywistości. Jeśli chodzi o przyszłość, to naprawdę trudno powiedzieć. Nie będzie prawdopodobnie sansary, gdzie wracamy do czasów planowanej gospodarki, co pociąga za sobą redystrybucję mienia. W tym procesie osoby znajdujące się na dnie społecznej kasty prawdopodobnie odczują korzyści, uzyskując pewien stopień zabezpieczenia społecznego. Ale klasa średnia będzie czuć się eksploatowana i nie ma poczucia bezpieczeństwa. Byłby to proces ponownego przetasowania.
MT: Jakie są Twoje plany wydawnicze? Czy słyszałeś może o zainteresowaniu ze strony naszych rodzimych wydawców?
SC: Piszę sequel do „The Waste Tide”, a także kilka opowiadań i powieści. Od wyspy do miasta, sequel ten pokaże pojęcie eskalacji. Hongkong może być jego bazą, gdyż jest bardzo interesujący, jako typowe miejsce postkolonialne. Ale muszę to przemyśleć, ponieważ już było wiele powieści, które wykorzystywały Hongkong jako tło. Muszę wypracować, jak produkować coś nowego. Jeszcze nie słyszałem o żadnych wiadomościach od polskiego wydawnictwa, ale teraz mamy wydawców z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, a hiszpański wydawca jest już w drodze. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli polskie wydanie.

Komentarze

comments