8 thoughts on “Strome zbocza na Marsie odsłaniają strukturę lodu pod powierzchnią

  1. Tylko czekać na misję, która trochę tego lodu delikatnie roztopi i poszpera mikroskopem w poszukiwaniu marsjańskich żyjątek wybudzonych z hibernacji 🙂

  2. Dokładnie. O wode nie muszą sie martwić jak wylądują. Roztopią, Przepuszczą przez filtry na wszelki wypadek i mają na miejscu a nie tylko na biegunach. Dlatego szybciej z tą wyprawą.. Już kiedy snuli plany wysłania ekipy.. Pół wieku mija od ludzi na księżycu, a postęp przyśpiesza i przyśpiesza i co? Na 2030dopiero. Kurde stary będe, a człowiek na marsie to dopiero początek przygód, emocji i odkryć

    1. Wyprawy nie będzie. I to jeszcze bardzo długo 🙂 Tak obstawiam, i obstaję przy swoim. Załogowa wyprawa na Marsa to genialny pomysł marketingowy, ale do realizacji takiej misji i to z powodzeniem jest jeszcze… daaaaaaaaaaaaaaaaleko, o ile w ogóle okaże się możliwa. 😀

      Natomiast zakładając optymistycznie, że okaże się możliwa, to Mars to już koniec przygód, emocji i odkryć, dalej już nie ma gdzie lecieć. 🙂

      1. Z całym szacunkiem dla p. Radosława, ale takie predykcje trochę przypominają prognozy dotyczące ruchu ulicznego w xx wieku w oparciu o konie pociągowe. Obstawiam, że w międzyczasie zostanie odkryty lepszy napęd 😉

        Doniesienia o lodzie na Marsie przypominają o niezwykłej Trylogii Marsjańskiej Kima Stanleya Robinsona. Polecam wszystkim amatorom terraformingu!

        1. Mój sceptycyzm nie dotyczy samego napędu, a wielu innych aspektów takiej wyprawy: ochrony przed promieniami galaktycznymi w czasie podróży. Obecne osłony nie wydają się wystarczające, a wstępne badania wskazują, że takie promieniowanie już w trakcie podróży może prowadzić do pierwszych oznak demencji. Istnieje też spora paleta problemów psychologicznych, które mogą i raczej wystąpią podczas trwającej długie miesiące podróży na ciasnej zamkniętej przestrzeni. Istnieje w końcu problem lądowania na Marsie (co doskonale pokazał próbnik Schiaparelli niedawno rozsmarowując się na powierzchni Marsa wskutek jednego błędu komputera pokładowego), przetrwania na powierzchni skąpanej w znacznie wyższej ilości szkodliwego promieniowania, w temperaturze znacznie poniżej komfortowej, w atmosferze, która skazuje astronautę na kombinezon i w końcu problem powrotu na Ziemię (jeżeli nie chcemy, aby to była misja samobójcza) czyli startu ze środka piaszczystej pustyni, bez czyjejkolwiek pomocy i bez żadnego zaplecza technicznego.

          1. Muszę się zgodzić. Napęd to najmniejszy problem. W marketingowym pitu pitu mało kto wspomina, że połowa misji wysłanych na Marsa nie dotarła do celu (lub rozbiła się o powierzchnię jak Schiaparelli). Mars ma atmosferę zbyt gęstą żeby lądować jak na Księżycu i zbyt rzadką żeby lądować jak na Ziemi. Nie ma pola magnetycznego chroniącego przed promieniowaniem, atmosfery chroniącej przed ultrafioletem, pełen jest pyłu zabójczego dla elektroniki i dla ludzi. Temperatura dochodząca do -80 stopni, ciśnienie znikome, gleba pełna toksycznych nadchloranów. Pewnie że się da, ale jeszcze długo nie będzie na to odpowiednich funduszy. Za te pieniądze można by wybudować na orbicie teleskop znacznie większy od JWST, który faktycznie dał by postępy w nauce, a nie marketingowo fajny efekt, co by laicy mieli uciechę i raz w ciągu życia zainteresowali się kosmosem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.