Statek kosmiczny Boeing CST-100 Starliner zmierza właśnie do stacji kosmicznej. Czas najwyższy

starliner

Kapsuła załogowa Starliner to bezpośredni i jedyny konkurent kapsuły Crew Dragon zbudowanej przez SpaceX. Obydwa statki mają według projektu zapewnić amerykańskim astronautom środek transportu na orbitę oraz do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. O ile Crew Dragon lata już regularnie, tak Starliner miał znacznie trudniejszą drogę do pokonania.

Wszystko zaczęło się od wyjątkowo pechowego lotu testowego Starlinera w grudniu 2019 roku. Przygotowywana przez Boeinga kapsuła stwarzała potężne problemy od samego początku lotu. Systemy pokładowe wariowały i zaledwie kilka godzin po starcie podjęto decyzję o przerwaniu całej misji. Naukowcy na tyle nie panowali nad statkiem, że nie zdecydowali się na próbę cumowania do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W sumie nie było w tej decyzji nic dziwnego. Jakby nie patrzeć, uderzenie w stację kosmiczną stwarzałoby realne niebezpieczeństwo nie tylko dla statku, ale dla całej załogi znajdującej się na pokładzie orbitalnego laboratorium.

Co więcej, podczas powrotu w ziemską atmosferę pojawiły się kolejne problemy, które o mało co nie zakończyły się dezintegracją i całkowitym zniszczeniem Starlinera. Natychmiast po lądowaniu wszczęto śledztwo, które już po kilku miesiącach wykazało ponad 61 usterek na pokładzie statku. O szybkim powrocie na stanowisko startowe można było zapomnieć.

Starliner zniknął na niemal dwa lata. W 2021 roku ponownie wyprowadzono pechowca na stanowisko startowe. Rakieta i statek były przygotowane do startu, odliczanie trwało, kiedy w centrum kontroli misji zapaliła się lampka wskazująca na usterkę jednego z zaworów na pokładzie statku. Po raz kolejny nieudany projekt Boeinga musiał trafić do hangaru.

W końcu! Lecimy

Nic zatem dziwnego, że gdy dowiedzieliśmy się, iż w nocy z 19 na 20 maja 2022 r. planowany jest kolejny start Starlinera, wszyscy podeszli do tej informacji z ogromnym dystansem.

Poleci, albo i nie poleci. Raczej to drugie

– zapewne myślało wielu.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że Starliner nigdzie nie poleci. Nawet podczas transportu statku na stanowisko startowe, nieoczekiwanie z jednego z okien statku odpadła plastikowa osłona. Niby to nic istotnego, ale można to było wziąć co najmniej za zły omen.

Mimo to, o godzinie 00:54 polskiego czasu, rakieta Atlas V odpaliła silniki i… wyniosła Starlinera w drugi bezzałogowy lot testowy na orbitę. Co do zasady start przebiegł bez szwanku, statek gładko przeleciał przez punkt maksymalnego naprężenia dynamicznego i skierował się na orbitę. Od tego czasu nie ma z centrum kontroli misji żadnych nowych informacji o przebiegu lotu. Miejmy zatem nadzieję na to, że nic po prostu się nie dzieje.

Wkrótce, tak czy inaczej, dowiemy się co się dzieje na orbicie, bowiem już za kilka godzin Starliner zgodnie z planem ma cumować do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Jeżeli wszystko przebiegnie prawidłowo, statek pozostanie przy stacji do środy, po czym wróci na Ziemię. Istnieje zatem szansa, że krótko potem statek uzyska certyfikację, a astronauci amerykańscy wkrótce polecą na stację na pokładzie Starlinera. W ten sposób lata dwudzieste dwudziestego wieku stanowiłyby okres, w którym USA mają nie jeden, a dwa różne środku transportu na stację kosmiczną, po niemal dekadzie, kiedy to po wycofaniu wahadłowców, Amerykanie latali na orbitę na pokładzie statków Sojuz.

Cumowanie Starlinera do stacji kosmicznej będzie można oglądać w oknie poniżej już od 21:30. Samo cumowanie zaplanowano na godzinę 1:10 polskiego czasu.

W międzyczasie możesz zawsze posłuchać nowego odcinka podcastu Puls Kosmosu. 🙂

Radek Kosarzycki

Popularyzator astronomii. Kulturalny cham. Od 2015 r. codziennie pisze i mówi o kosmosie na Pulsie Kosmosu. Od 2020 r. pisze o kosmosie także na najlepszym polskim portalu technologicznym Spider's Web.