Ludzie wylądują na planetoidzie w 2073 roku. Albo i nie

jowisz

Wróżenie z fusów to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. Tak przynajmniej mi się wydaje, kiedy obserwuję jak dobrze radzą sobie wróżki i wróże oraz jak zadowoleni są zwykle ich klienci. Czasami jednak i w nauce można natrafić na wróżki. Wtedy wróżby spisywane są w formie artykułów naukowych. Ostatnio na przykład ktoś pokusił się o ustalenie przyszłości załogowej eksploracji przestrzeni kosmicznej. Oto wyniki.

Bardzo długo nie było wiadomo czy i kiedy ludzie polecą w przestrzeń kosmiczną. Nawet kiedy Gagarin, Glenn czy Tierieszkowa polecieli w kosmos, nie było wiadomo czy kiedykolwiek polecimy dalej. W 1969 roku jednak w przestrzeń kosmiczną poleciał statek Apollo 11, który wyrwał się z bezpośredniego otoczenia Ziemi i dostarczył trzech astronautów w okolicę Księżyca, a następnie dwóm pozwolił stanąć na jego powierzchni. Wydarzenie to na ekranach telewizorów obserwowały setki miliony ludzi na całym świecie. Potem udało się po raz drugi, a gdy w końcu leciał statek Apollo 13, to nikt już nawet nie chciał tego relacjonować, no bo w sumie “co nowego, Panie?”. Dopiero gdy statek uległ awarii i rozpoczęła się walka o życie astronautów oddalających się od Ziemi, media zainteresowały się tym lotem.


Puls Kosmosu możesz śledzić także na Telegramie


Pod koniec 1972 r. gdy z powierzchni Księżyca startował ostatni statek programu Apollo, ludzkość spoglądała już w przyszłość. Na Księżyc wszak umieliśmy już polecieć, wylądować, pozwiedzać i wrócić. Trzeba było patrzeć dalej. Szacunki zatem wskazywały, że do końca XX wieku astronauci postanowili polecieć w kierunku Wenus (!) lub Marsa.

Rozwój nie jest jednak liniowy

Świat nas zweryfikował. Owszem rozwój technologii galopuje od wtedy po dzień dzisiejszy. Mimo to nie polecieliśmy ani na Marsa, ani na Wenus. Więcej, nie polecieliśmy przez kolejne 50 lat nawet na Księżyc, na który przecież latać już umieliśmy. Nawet teraz pół wieku później, powrót na Księżyc okazuje się wymagać dekady zmagań. Można zaryzykować twierdzenie, że nie tylko nie zrobiliśmy kolejnego kroku do przodu, ale nawet zrobiliśmy jeden w tył. Lot na Księżyc wydaje się dzisiaj trudniejszy niż 1970 roku.

Mimo to naukowcy starają się bezustannie zgadnąć co będzie możliwe za 10, 20 czy 50 lat. Jeżeli wybierzemy odpowiednio duży odstęp czasowy, to zazwyczaj wszyscy są przekonani, że w tak długim okresie czasu to zasadniczo będziemy w stanie zrobić wszystko. Nawet mimo tego, że ostatnie 50 lat pokazuje na coś dokładnie odwrotnego.

Kiedy polecimy gdzieś dalej?

W najnowszym artykule naukowym specjaliści od rakiet z JPL w Pasadenie postanowili spróbować ustalić kiedy ludzkość doleci w dalsze rejony Układu Słonecznego. Oczywiście, w takich badaniach nie sposób uwzględnić wszystkich wyzwań stojących przed naukowcami. Z tego też powodu cała analiza oparta jest jedynie o dwa czynniki: tempo wzrostu budżetów sektora kosmicznego, tempo rozwoju technologii od czasu powstania agencji kosmicznej.

Trzeba mieć świadomość jak ogromny jest tu margines błędu i jak naiwne mogą być te obliczenia. Z drugiej jednak strony prezes SpaceX Gwynne Shotwell także przekonuje, że ludzie staną na powierzchni Marsa przed końcem tej dekady, choć doskonale wie, że to całkowita bzdura. Dobrze będzie, jeżeli do tego czasu człowiekowi uda się stanąć ponownie na powierzchni Księżyca. O Marsie możemy zapomnieć.

Co zatem wyszło z obliczeń?

Najpierw w najbliższych kilku latach musimy wrócić na Księżyc i stworzyć tam załogową bazę. To ona będzie stanowiła niejako przygotowanie dla załogowych misji marsjańskich. Jakby nie patrzeć, lepiej we własnym ogródku (Księżyc) przetestować wszystkie technologie niż dopiero w trakcie podróży do dużego miasta (Mars), bo jak nam coś wysiądzie po drodze, to z Księżyca wrócimy, ale z drogi do Marsa już nie zawrócimy.

Według speców z JPL na Marsie możemy wylądować w okolicach 2037 roku. Brzmi to nawet w miarę rozsądnie. Chciałbym zobaczyć jak Elon Musk przekonuje, że to bardzo pesymistyczna wizja.

Idąc dalej – zakładając, że na Marsie także stworzymy bazę, która w jakimś sensie stanie się niezależna od Ziemi – możemy myśleć o eksploracji dalszych rejonów Układu Słonecznego. Gdzie lecimy dalej?

Naukowcy ewidentnie podążyli tropem twórców serialu Expanse i wysłali ludzi w rejon Pasa Planetoid, gdzie powinniśmy dotrzeć w 2073 roku, a następnie w okolice Jowisza i Saturna, gdzie dotrzemy odpowiednio w 2103 i 2132 roku.

Czyli w ciągu 110 lat mielibyśmy rozciągnąć swoją obecność z orbity okołoziemskiej (400 km nad powierzchnią Ziemi) do orbity Saturna (1 300 000 000 km od Ziemi). Odważne założenie, zważając na fakt, że w ciągu ostatnich 50 lat rozciągnęliśmy swoją obecność z orbity Księżyca do…. a nie, nawet na Księżyc nie umiemy wrócić.

Zastanawiam się, jakie wy macie na ten temat zdanie? Weźmy na przykład rok 2100. Gdzie do wtedy najdalej dotrze ludzkość? Saturn? Jowisz? Pas Planetoid? Może jednak tylko Mars? A może Księżyc? Zostawcie odpowiedź w komentarzu pod spodem. I tak nikt nie sprawdzi, czy mieliście rację. Za 80 lat tylko najmłodsi z nas jeszcze będą mogli zweryfikować te założenia.


Obserwuj nas w Wiadomościach Google


Radek Kosarzycki

Popularyzator astronomii. Kulturalny cham. Od 2015 r. codziennie pisze i mówi o kosmosie na Pulsie Kosmosu. Od 2020 r. pisze o kosmosie także na najlepszym polskim portalu technologicznym Spider's Web.