tytan

W NASA niemal bezustannie trwają prace nad kolejnymi, bliższymi i dalszymi misjami kosmicznymi. Część naukowców zajmuje się jednak przygotowywaniem koncepcji misji kosmicznych, których realizacja nie będzie możliwa jeszcze przez bardzo długo. Z jednej strony, autorzy takich koncepcji nie muszą ograniczać się do współcześnie istniejących technologii, a z drugiej strony mimo wszystko próbują wskazać kierunek, w jakim nauka powinna podążać.

Po raz kolejny NASA wybrała w ramach programu Innovative Advanced Concepts kilka koncepcji przedstawiających futurystyczną technologię do wykorzystania w przyszłości w ramach eksploracji Układu Słonecznego. Część z nich z pewnością nigdy nie wyjdzie poza fazę koncepcyjną, ale możliwe, że kilka zagnieździ się w umysłach naukowców i prędzej czy później stanie się rzeczywistością.

Każdy z 14 wybranych zespołów otrzymał od agencji grant w wysokości 175000 dol. na dalszy rozwój swojej koncepcji. Analizując wyniki prac, NASA sprawdzi, czy któraś z opracowanych technologii byłaby faktycznie przydatna w nadchodzących dekadach.

Latać nad czy pływać po jeziorach Tytana? Oto jest… a nieważne

Najbardziej poruszającym wyobraźnię projektem jest ten przygotowany przez Quinna Morleya z Planet Enterprises. Według projektu misji kosmicznej TitanAir na największy księżyc Saturna NASA miałaby wysłać urządzenie będące hybrydą samolotu i łodzi. TitanAir miałby latać nad powierzchnią metanowych jezior na północnej półkuli globu od czasu do czasu na nich lądując i żeglując przez dłuższy czy krótszy czas.

Z jednej strony pomysł taki wydaje się całkowicie zwariowany, ale z drugiej strony musimy pamiętać, że nie jesteśmy już w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to NASA po raz pierwszy próbowała posadzić niewielki łazik (Sojourner) na powierzchni Marsa. Żyjemy bowiem w czasach, w których nad powierzchnią Marsa od półtora roku z powodzeniem lata sobie dron Ingenuity i – co więcej – w czasach, w których w NASA przygotowywana jest misja Dragonfly, w ramach której na Tytana właśnie poleci duży dron, który wykorzystując gęstą atmosferę księżyca Saturna, będzie pokonywał w powietrzu całe kilometry zwiedzając ten fantastyczny, mroźny i usiany jeziorami ciekłych węglowodorów glob.

W tym kontekście nagle misja TitanAir nie wydaje się już tak bardzo futurystyczna jak na pierwszy rzut oka. Wygląda bowiem bardziej jak ewolucja, a nie rewolucja istniejącej już technologii.

Owszem, Dragonfly nie dotknie nawet metanowych jezior, bo znajdzie się zupełnie w innej części Tytana. To akurat może być zupełnie nowe wyzwanie – dostarczyć sondę kosmiczną na powierzchnię jakiegokolwiek ciekłego zbiornika na powierzchni innego globu. Jakby nie patrzeć nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiliśmy. Dlaczego? A no tak się składa, że w całym Układzie Słonecznym ciekłe jeziora obecnie znajdują się jedynie na Ziemi i na Tytanie. Koniec. Nie ma nic więcej. A zważając na to, że na Tytana jak dotąd dotarł jedynie lądownik Huygens, to doświadczenie z pozaziemskimi zbiornikami mamy dokładnie zerowe.

Oczywiście, jedną z największych zachęt do eksploracji takich zbiorników jest potencjał na występowanie tam jakiejś formy życia. Owszem, gdyby sonda kosmiczna odkryła życie w jeziorach Tytana, byłoby ono skrajnie różne od nas. Cała biologia takiego życia musiałaby się opierać na zupełnie innych związkach i zupełnie innych procesach. Takie odkrycie miałoby także dużo szersze znaczenie. Okazałoby się bowiem, że we wszechświecie może istnieć wiele różnych form życia, że nie każde życie musi opierać się lub też wymagać do istnienia wody. To z kolei – po przełożeniu na większą skalę kosmiczną – oznaczałoby, że życie może istnieć nie tylko na planetach podobnych do Ziemi, nie tylko na planetach istniejących w ekosferach swoich gwiazd, ale także na miliardach innych, dotychczas ignorowanych przez astrobiologów. Szanse na to, że wszechświat kipi życiem, automatycznie wzrosłyby i to dramatycznie.

Czytaj więcej: