Jeszcze pamiętamy, ile nerwów stracili inżynierowie i astronomowie podczas startu i rozruchu Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Mówiono wtedy, że do rozpoczęcia pracy teleskopu w przestrzeni kosmicznej niezbędne jest przejście ponad 400 etapów procesu rozkładania i kalibrowania poszczególnych instrumentów. Jedno potknięcie mogło zniweczyć wiele lat pracy i miliardy dolarów. James Webb jednak nie zawiódł i po kilku miesiącach od startu mógł rozpocząć zaglądanie w najodleglejsze rejony wszechświata. Nie był to jednak koniec jego problemów.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy teleskop doświadczał drobnych usterek, ale także mierzył się z mikrometeoroidami uderzającymi w jego sześciometrowe zwierciadło główne. Teraz zespół inżynierów obsługujących teleskop na co dzień poinformował o kolejnej usterce.

Zła wiadomość jest taka, że w jednym z instrumentów teleskopu, rejestrującym promieniowanie w zakresie średniej podczerwieni (MIRI), wystąpiła niewielka anomalia. Dobra wiadomość jest taka, że JWST zasadniczo pracuje bez przerwy i nie ma potrzeby przerywać z powodu usterki zaplanowanych obserwacji.

Czytaj także: Teleskop Jamesa Webba odkrywa rekordowo odległą aktywną supermasywną czarną dziurę. Uff!

Zasadniczo w kwietniu zespół JWST ogłosił, że jeden z czterech trybów obserwacyjnych MIRI wskazuje na zmniejszenie ilości światła rejestrowanego przez instrument. Jednak po przeprowadzeniu dochodzenia w tej sprawie NASA stwierdziła, że zmiana ta nie stwarza zagrożenia dla możliwości naukowych MIRI. „Nie ma żadnego zagrożenia dla instrumentu” – stwierdziła NASA w swoim poście opublikowanym na blogu teleskopu w czwartek, 24 sierpnia.

Tryb ten, zwany spektroskopią średniej rozdzielczości (MRS), jest skalibrowany tak, aby teleskop mógł rejestrować dane w podczerwieni pochodzące z odległych regionów kosmosu na długości fal od 5 do 28,5 mikronów. Według NASA w tym zakresie zwykle obserwuje się promieniowanie pochodzące z cząsteczek i pyłu, co czyni MRS idealnym narzędziem do znajdowania obiektów takich jak dyski protoplanetarne.

Inżynierowie przekonują, że inny tryb pracy MIRI, zwany spektrografią niskiej rozdzielczości, ograniczający się do długości fal od 5 do 12 mikronów zwykle łączony z powierzchniami obiektów (takimi jak planety), działa normalnie. Obecnie badany jest czwarty tryb MIRI, zwany obrazowaniem koronograficznym. Tryb ten jest zaprogramowany do bezpośredniego wykrywania egzoplanet i dysków pyłowych wokół gwiazd macierzystych metodą koronografii, która polega na blokowaniu światła gwiazdy tak, aby możliwe było zgromadzenie danych z jej bezpośredniego otoczenia.

Badacze podkreślają w swoim komunikacie, że wszystkie pozostałe instrumenty teleskopu, tj. NIRSpec (spektrograf bliskiej podczerwieni), NIRCam (kamera bliskiej podczerwieni), NIRISS (spektrograf bezszczelinowy i rejestrator w zakresie bliskiej podczerwienii) oraz FGS działają prawidłowo.

By Radek Kosarzycki

Redaktor naczelny Pulsu Kosmosu oraz Focus.pl. Miłośnik psów