Martwa gwiazda leci w naszą stronę. Za 29 000 lat minie nas o włos. Albo i nie

Kryzys zażegnany, nie ma na co patrzeć, proszę iść dalej. Układ Słoneczny nie ma się czego obawiać. Martwa gwiazda, która wydawała się lecieć prosto w naszą stronę, jednak nie wlecimy w nas taranem. Skąd się w ogóle wziął ten pomysł?

W zeszłym roku astronomowie przyjrzeli się uważniej trajektorii lotu samotnego białego karła zwanego WD 0810–353 i odkrytego za pomocą teleskopu kosmicznego Gaia. To właśnie na podstawie tych badań, naukowcom wyszło, że obiekt ten przeleci przez Układ Słoneczny za około 29 000 lat. Chociaż z ludzkiego punktu widzenia może się to wydawać długim okresem, z kosmicznego punktu widzenia jest to dosłownie chwila. Jakby nie patrzeć, Słońce na wykonanie jednego okrążenia wokół centrum Drogi Mlecznej potrzebuje 230 milionów lat, ostatnie dinozaury zniknęły z Ziemi 65 milionów lat temu. Czymże przy tym jest zaledwie 29 000 lat.

Do niedawna wiedzieliśmy, że los Ziemi jest przypieczętowani, planeta zostanie pochłonięta przez Słońce, które przejdzie w stadium czerwonego olbrzyma za 5 miliardów lat. Rok temu jednak okazało się, że to może być opcja optymistyczna. Gdyby bowiem biały karzeł przeleciał przez Układ Słoneczny, planeta mogłaby równie dobrze zostać grawitacyjnie wepchnięta w Słońce lub wyrzucona na zewnątrz Układu Słonecznego. WD 0810-353 mógłby się okazać prawdziwą gwiazdą zagłady (może trzeba o niej napisać powieść sci-fi?). Możemy jednak już odetchnąć. Okazuje się bowiem, że nie tylko gwiazda w nas nie wleci, ale być może wcale nawet nie leci w naszym kierunku.

„Odkryliśmy, że prędkość zbliżania zmierzona w ramach projektu Gaia jest nieprawidłowa, a przewidywane bliskie spotkanie między WD0810–353 a Słońcem w rzeczywistości nie nastąpi” – stwierdził astronom Stefano Bagnulo w oświadczeniu. „Właściwie WD0810–353 może nawet w ogóle nie zbliżać się do Słońca. To o jedno kosmiczne zagrożenie mniej, o które musimy się martwić!”

Gaia to teleskop kosmiczny, który obecnie tworzy niezwykle precyzyjną trójwymiarową mapę ponad miliarda gwiazd w całej naszej galaktyce Drogi Mlecznej. Robi to poprzez precyzyjny pomiar położenia gwiazd i śledzenie zmian tego położenia.

W 2022 roku astronomowie Vadim Bobylev i Anisa Bajkova przeanalizowali rozległy zbiór danych Gaia, szukając gwiazd, które wydają się zmierzać w stronę Układu Słonecznego. To doprowadziło ich do WD 0810–353, białego karła – gęstej pozostałości po gwieździe podobnej do Słońca.

Nasze własne Słońce stanie się białym karłem około miliarda lat po przejściu w etap czerwonego olbrzyma, ostygnięciu i wywianiu zewnętrznych warstw rozdętej gwiazdy. Pozostałe wtedy jądro o wielkości Ziemi będzie miało masę gwiazdy.

WD 0810–353 paradoksalnie może pokazać nam, jak będzie wyglądać Słońce, kiedy już zbliży się do nas na odległość pół roku świetlnego.

Chociaż to nie wydaje się przesadnie bliskim spotkaniem, jest ono na tyle bliskie, że wpływ grawitacyjny WD 0810–353 może zakłócić Obłok Oorta – zbiór komet i innych ciał lodowych na skraju Układu Słonecznego.

Obłok Oorta znajduje się w odległości od 2000 do 100 000 razy większej niż Ziemia i Słońce od centralnej gwiazdy Układu Słonecznego. Kiedy obłok zostaje poruszony przez przechodzące gwiazdy, takie jak WD 0810–353, grawitacja gwiazdy może spowodować, że niektóre z tych luźno związanych grawitacyjnie obiektów lodowych opadną w kierunku wewnętrznego Układu Słonecznego i Ziemi.

Skąd jednak to całe zamieszanie? Co poszło nie tak? Podczas obserwacji WD 0810–353 okazuje się, że Gaia przeoczyła coś ważnego i niezwykłego w tym białym karle. Obiekt ten ma dziwnie silne pole magnetyczne.

Astronomowie ustalili, że WD 0810–353 zmierza w naszą stronę, obliczając prędkość radialną białego karła, czyli prędkość obiektu wzdłuż linii wzroku obserwatora znajdującego się na Ziemi. Odbywa się to poprzez przyjrzenie się widmu światła emitowanego przez gwiazdę, a następnie podzielenie go na składowe długości fal, które składają się na to światło.

Jeśli gwiazda się od nas oddala, powoduje to zawężenie długości fal, co powoduje przesunięcie światła ku czerwieni. Jeśli jednak gwiazda zbliża się do nas, długość fali emitowanego przez nią światła ulega rozciągnięciu i przesuwa się w stronę niebieskiego końca widma.

Rzecz w tym, że pola magnetyczne mogą również wpływać na widmo światła gwiazdy, martwej lub nie, poprzez rozszczepienie linii widmowych i przesunięcie ich na inne długości fal.

Aby ustalić, czy tak było w przypadku WD 0810–353, Bagnulo postanowił przyjrzeć się gwieździe za pomocą Bardzo Dużego Teleskopu (VLT) w Chile, a w szczególności instrumentu FORS2.

FORS2 pozwolił zespołowi uzyskać bardzo dokładny obraz widma WD 0810–353 i sprawdzić, czy jego intensywne pole magnetyczne zakłóca działanie Gai. Jest to możliwe, ponieważ fale świetlne zwykle oscylują we wszystkich kierunkach, ale po wprowadzeniu pola magnetycznego zaczynają oscylować w preferowanym kierunku – stając się spolaryzowane.

Wykorzystując spolaryzowane światło tego białego karła, zespół stworzył model pola magnetycznego martwej gwiazdy i odkrył, że jej trajektoria i prędkość mogą w rzeczywistości wynikać z silnego pola magnetycznego. Oznacza to, że Układ Słoneczny jest prawdopodobnie bezpieczny i zbuntowany biały karzeł mu nie grozi.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Puls Kosmosu od 2015 roku informuje o aktualnościach ze świata astronomii, kosmologii i eksploracji przestrzeni kosmicznej. Krótko, rzeczowo i bez sensacji.

Autor: Radek Kosarzycki

ARCHIWUM

KONTAKT

pulskosmosu[at]gmail.com