Marsjańska infrastruktura telekomunikacyjna od lat balansuje na granicy wydolności. Starzejąca się flotylla orbiterów, dodatkowo osłabiona utratą kluczowej sondy MAVEN, drastycznie ograniczyła przepustowość kanałów transmisyjnych między powierzchnią Marsa a Ziemią. Aby zażegnać kryzys łączności i przygotować grunt pod przyszłe misje załogowe oraz program Mars Sample Return, NASA postanowiła zrewolucjonizować dotychczasowy model operacyjny. Agencja oficjalnie wybrała firmę Blue Origin jako komercyjnego dostawcę usług telekomunikacyjnych na orbicie Czerwonej Planety.

Przez ostatnie dekady przesył danych telemetrycznych i naukowych z łazików Curiosity oraz Perseverance opierał się na wysłużonych sondach NASA i ESA pracujących na orbitach areocentrycznych, takich jak Mars Odyssey, Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) czy Trace Gas Orbiter (TGO). Po wyłączeniu z operacji sondy MAVEN – która pełniła krytyczną funkcję węzła retranslacyjnego pasma UHF – margines bezpieczeństwa marsjańskiej łączności stopniał niemal do zera.

Każda kolejna awaria na orbicie grozi paraliżem badań prowadzonych na powierzchni Czerwonej Planety. To właśnie zmusiło agencję do porzucenia koncepcji budowy wyłącznie własnych, rządowych przekaźników na rzecz zakupu usług u podmiotów prywatnych.

Mars Telecommunications Orbiter (MTO)

W ramach nowego kontraktu opiewającego na 700 mln dol. Blue Origin opracuje i dostarczy na orbitę marsjańską do końca 2028 r. orbiter komunikacyjny bazujący na modułowej platformie orbitalnej Blue Ring. System ten ma zapewnić szybkie, szerokopasmowe łącza retranslacyjne o wysokiej dostępności czasowej, pośrednicząc w wymianie danych pomiędzy lądownikami, łazikami a antenami sieci Deep Space Network (DSN) na Ziemi. Kontrakt obejmuje nie tylko fazę projektową i integrację platformy, ale również wyniesienie satelity, jego transfer międzyplanetarny, wejście na orbitę marsjańską oraz długoterminowe zarządzanie transferem danych w modelu usługowym.

Warto tutaj dodać, że alternatywą dla Blue Origin, była firma RocketLab. Według wielu komentatorów, to ona ma większe doświadczenie i większą szansę na „dowiezienie” projektu orbitera i stworzenia skutecznej ścieżki komunikacji na linii Mars-Ziemia. Z jakiegoś jednak powodu, NASA zdecydowała się tym razem na Blue Origin. Pozostaje mieć nadzieję, że firma Jeffa Bezosa poradzi sobie z tym zadaniem.

Zastosowanie nowoczesnej architektury przekaźnikowej Blue Origin wprowadza istotny skok technologiczny. Nowy orbiter ma łączyć tradycyjną łączność radiową wysokiej częstotliwości (pasma X i Ka) z terminalami komunikacji optycznej (laserowej). Przesył danych za pomocą wiązki laserowej w przestrzeni międzyplanetarnej pozwala na skokowe, nawet stukrotne zwiększenie przepustowości w porównaniu ze standardowymi falami radiowymi. Dla naukowców oznacza to koniec rygorystycznego racjonowania danych i możliwość niemal natychmiastowego pobierania surowych materiałów wideo w wysokiej rozdzielczości, map multispektralnych oraz wielogigabajtowych pakietów telemetrycznych z marsjańskich instrumentów badawczych.

Przekazanie łączności marsjańskiej w ręce komercyjnego operatora wpisuje się w szerszą strategię NASA, wzorowaną na sukcesach programów Commercial Resupply Services i Commercial Crew na niskiej orbicie okołoziemskiej oraz inicjatywy CLPS na Księżycu. Budowa stabilnego mostu telekomunikacyjnego wokół Marsa zdejmuje z agencji ciężar konstruowania dedykowanych sond przekaźnikowych, pozwalając skupić budżet na lądownikach naukowych, a w dłuższej perspektywie – na infrastrukturze niezbędnej do przeprowadzenia pierwszej załogowej ekspedycji na Czerwoną Planetę.