Myśleliście, że to już koniec historii sygnału Wow!? Po prostu ktoś przyszedł, wyjaśnił i tyle, temat zamknięty? Przez chwilę sam tak uważałem. Nawet w jakiś sposób pokazywało to siłę metody naukowej – myślenie życzeniowe na bok i chłodno analizujemy dane, tworzymy hipotezę i ją testujemy, otrzymujemy wyniki i wiemy o co chodzi – niezależnie od tego czy nam się wyniki podobają czy nie.

Tak powinno być.

W dzisiejszym świecie jednak trzeba uważać na różnego rodzaju pseudonaukę. Mamy wszak i wyznawców płaskiej Ziemi, elektrycznego Wszechświata, eteru, wizyt obcych i wiele, wiele innych. Od samego początku istnienia Pulsu Kosmosu jednak stawiałem odpór takim głupotom, ignorowałem maile od ludzi, którzy chcieli abym pomógł im wypromować ich własną „nową teorię grawitacji” (bo Einstein się mylił, ale ja wszystko poprawiłem). Naczelną zasadą przy wybieraniu artykułów do publikacji była zasada:

„Opublikuj swoje badania w recenzowanym periodyku naukowym i będę pierwszy, aby o tym informować. Do tego czasu Twoje badania mnie nie interesują, nie jestem arbitrem wiarygodności jakichkolwiek badań.”

I to się sprawdzało.

Wczoraj trochę zwątpiłem w absolutną wiarę w periodyki naukowe słuchając audycji Jana Stradowskiego w radiu Tok.FM, w której jego gość opowiadał o rzeczywistości otaczającej artykuły naukowe, periodyki recenzowane i sposoby „robienia nauki”.

Sami posłuchajcie:

Jak na ironię dzisiaj temat doczekał się kontynuacji w postaci wyjątkowo ciekawej dyskusji dotyczącej artykułu sprzed kilku dni. Mowa oczywiście o:

https://www.pulskosmosu.pl/2017/06/07/tajemniczy-sygnal-wow-sprzed-40-lat-w-koncu-wytlumaczony/

Przyznam szczerze, że artykuł tylko w kilku miejscach zapalił mi żarówkę ostrożności. Jednak postanowiłem zawierzyć swoim źródłom i zignorować czerwone flagi, które pojawiały mi się w głowie podczas jego czytania. Wszakże naukowiec jest? Jest. Periodyk naukowy jest? Jest. To kim ja jestem, aby podważać badania i ich konkluzje? No właśnie.

Dzisiaj jednak trafiłem tutaj na post, którego autor zrecenzował „recenzowany artykuł” uwzględniając wszystkie moje obiekcje i dodając jeszcze kilka, których nie zauważyłem. Zważając na to, że autor postu jest radioastronomem i chciałby aby jego post dotarł do jak największej liczby osób, które przeczytały kilka dni temu o kometach – postanowiłem przytoczyć jego post i tutaj w wersji skróconej i w języku polskim. Zainteresowanych całą dyskusją odsyłam do źródła.

Hej,

już kilka razy kontaktowano się ze mną w tym tygodniu w kwestii tego artykułu, ale nie miałem czasu, aby wystarczająco szczegółowo się za to zabrać. Pomyslałem, że potrzebny jest tutaj konkretny post. Rozsiądźcie się wygodnie, będzie tego trochę, ale mam nadzieję, że na samym końcu dowiecie się trochę o tym jak działa nauka.

Kilka dni temu pojawił się w sieci artykuł, według którego odkryto pochodzenie sygnału Wow! – okazało się bowiem, że źródłem sygnału były dwie komety nieznane w momencie zarejestrowania sygnału. Dla jasności – sygnał Wow! to nietypowy sygnał zarejestrowany w latach siedemdziesiątych, uważany przez wielu za jak dotąd najbardziej przekonujący przypadek sygnału, który mógłby zostać wysłany przez obcą cywilizację. Sygnał ten został zarejestrowany w już niedziałającym Obserwatorium Big Ear w Ohio, które obserwowało wszystko co nad nim przelatywało. Gdy jeden z dyżurnych astronomów zauważył po przyjściu do pracy nietypowy sygnał zarejestrowany poprzedniej nocy na marginesie wydruku zanotował Wow! – nadając tym samym słynną nazwę temu sygnałowi. Nikt jednak nigdy już nie zarejestrował sygnału, nikt za bardzo nie wie co było jego źródłem, czy to obcy, czy zjawisko naturalne, czy sygnał tak naprawdę pochodzenia ziemskiego.

Tak czy inaczej, w ubiegłym roku jeden z astronomów opublikował artykuł w periodyku, o którego istnieniu nawet nie wiedziałem, w którym twierdzi, że sygnał Wow! może w rzeczywistości pochodzić od dwóch nieodkrytych w momencie zarejestrowania sygnału, ale znanych już dzisiaj komet, które znajdowały się w tym samym obszarze nieba, który danej nocy obserwował radioteleskop Big Ear. Przeczytałem ten artykuł i szczególnie mnie on nie zachwycił – nie było w nim żadnego naukowego uzasadnienia tego dlaczego mogło się to wydarzyć zważając na fakt, że sygnał o takiej jasności nie był nigdy rejestrowany w przypadku żadnej innej komety, poza lakonicznym „komety zawierają wodór!” (Spojler: dużo rzeczy w przestrzeni kosmicznej zawiera wodór. Samo w sobie to nic nie znaczy). Niemniej jednak ów naukowiec zebrał pieniądze na portalu Kickstarter na akcję poszukiwania tych komet i w ubiegłym tygodniu opublikował kolejny artykuł w tym samym periodyku twierdząc, że zarejestrował sygnał taki jakiego oczekiwał, a tym samym sygnał Wow! najprawdopodobniej pochodzi z komety.

Przeczytałem ten artykuł i wydał mi się jedną wielką bzdurą. Dlatego też poniżej umieszczam szczegółowe uzasadnienie dlaczego według mnie jako radioastronoma, autor nie wykazał, że sygnał Wow! pochodzi od komet.

Sam artykuł

Choć głupio mi o tym pisać, i niektórzy na Reddicie mogą pomyśleć, że wielki radioastronom po prostu uważa się za elitę, ale trzeba tutaj uwzględnić trochę kontekstu i wytłumaczyć w jaki sposób działa astronomia, a tutaj szczególnie radioastronomia, i jak ów artykuł wpisuje się w praktykę. Po pierwsze, artykuł został opublikowany w periodyku naukowym, który nie ma żadnego doświadczenia z artykułami z zakresu astronomii (więc recenzent najprawdopodobniej też nie był ekspertem). Co więcej, język używany przez autora artykułu nie przypomina żadnego innego artykułu z radioastronomii. Dla przykładu moc sygnału pochodzącego ze źródła została podana w dB, decybelach. Nigdy, nigdy, przenigdy nie używałem dB w artykule naukowym. Nie czytałem ani jednego artykułu z zakresu radioastronomii, w którym mierzono by moc sygnału w dB. W astronomii do określenia gęstości strumienia wykorzystujemy jednostkę Jy (Jansky).

Na samym końcu artykułu umieszczono CV autora co jest po prostu dziwne, ponieważ w nauki nie interesuje kto napisał artykuł, wszak musi się on bronić swoją zawartością merytoryczną. (Co więcej, nikogo tak naprawdę nie interesuje, że ten gość jest członkiem American Astronomical Society, co tutaj wydaje się najważniejszą rzeczą na liście. Wiecie co trzeba zrobić, aby zostać takim członkiem? Uzyskać podpisy dwóch innych astronomów na formularzu. Wow).

Eksperyment

W samym artykule jest naprawdę, naprawdę, naprawdę mało szczegółów, które chciałby tam przeczytać radioastronom – na tyle mało, że ten artykuł prawdopodobnie nigdy nie przeszedłby etapu recenzji w normalnym periodyku. Należy wszak pamiętać, że celem artykułu naukowego jest napisanie go tak, aby ktoś inny mógł wziąć ten artykuł i odtworzyć ten sam eksperyment. Tutaj jednak byłoby to wyjątkowo trudne. Dla przykładu – w artykule napisano „użyliśmy 10-metrowego radioteleskopu wyposażonego w spektrometr i zaprojektowanego do detekcji sygnału wyśrodkowanego na częstotliwości 1420.25 MHz.” Ok, fajnie, ale nigdzie nie napisano skąd wziął się ten 10-metrowy radioteleskop. Czy znajduje się on w jakimś ośrodku astronomicznym? Gdzie indziej? Jakiego rodzaju jest to teleskop – zbudowany specjalnie do przeprowadzenia tego eksperymentu, zwykły instrument obserwacyjny czy też odnowiony satelita komunikacyjny.

Może się to wydawać pedantyzmem, ale w radioastronomii to niezwykle ważne informacje. Sygnały których poszukujemy są wielokrotnie słabsze od emitowanych na Ziemi, które mogą być miliony razy silniejsze od sygnałów astronomicznych. (Telefon komórkowy umieszczony na Księżycu byłby jednym z najjaśniejszych źródeł radioastronomicznych na całym niebie!) Zakłócenia elektromagnetyczne (RFI) są niezwykle ważne w tej dziedzinie – na tyle, że niektórzy poświęcają im całą swoją karierę naukową, a otoczenie radiowe obserwatorium samo w sobie warte jest osobnego artykułu. Autor nawet nie wspomina o otoczeniu, z którego prowadził obserwacje, ba, nie znamy nawet położenia geograficznego tego miejsca, więc sami też sobie tutaj nie pomożemy.

Ale ok, ignorując to wszystko, szukamy w artykule mocy sygnału, za który odpowiedzialne miałyby być komety, oczywiście podanego w dB, a nie Jy, ale ok… autor informuje nas, że kierując odpowiednio teleskop widzi wzrost sygnału o 9-10 dB w kierunku źródeł Cygnus A i Cas A w porównaniu do tego gdy na nie nie patrzy – to dwa najjaśniejsze w zakresie radiowym obiekty na półkuli północnej, których jasność to kilkaset Jansky, jeżeli jesteście ciekawi. Następnie autor informuje nas, że komety wykazują zmianę o +7dB wlatując w pole i -11 dB wylatując z niego. To byłoby szalenie dużo jak na kometę. Jak dużo? Cóż, najjaśniejsza radiowo kometa w najnowszej historii to kometa Hala-Boppa. Mimo to, autor pisze o sygnale 10-100 milionów razy silniejszym. Z pewnością należy się tutaj wyjaśnienie dlaczego przypadkowa kometa mogłaby być aż tak jasna radiowo, zanim ktokolwiek uwierzy, że sygnał pochodzi z komety, prawda? Autor jednak nie odnosi się do tej kwestii.

Niemniej jednak, faktycznie jest coś baaardzo jasnego radiowo w odległości 20 stopni od tych komet. To Słońce! Słońce jest najjaśniejszym radiowo źródłem na niebie – na tej częstotliwości może osiągać tysiące Jy. Jeżeli tak niesamowicie jasne źródło znajduje się tak blisko, bardzo możliwe (jeżeli nie prawdopodobne), że jasny sygnał na teleskopie tego rozmiaru nie jest faktycznym źródłem, a jedynie sygnałem pochodzącym od Słońca, które znalazło się w polu obserwacji. Prowadząc obserwacje tak blisko pozycji Słońca na niebie, ten problem dotyczyłby nawet największych i najlepszych radioteleskopów na Ziemi. Czy zatem w artykule wspomniano o takiej możliwości, lub wytłumaczono w jaki sposób autor poradził sobie z obserwowaniem tak blisko Słońca i upewnił się, że nie łapie Słońca w polu? Oczywiście, że nie.

Tutaj należy zauważyć, że gdy sygnał Wow! został odkryty, naukowcy naprawdę wiele wysiłku poświęcili na sprawdzenie czy coś im się nie zaplątało w pole obserwacji. Faktycznie, nic innego w pobliżu nie było.

Dlaczego ten artykuł ma niewiele wspólnego z metodą naukową

Teraz jak już wszystko przeanalizowaliśmy, chciałbym wrócić do niezwykle delikatnej ale istotnej kwestii w nauce. W ubiegłym tygodniu wiele osób krytykowało moje komentarze na Reddit, w których pisałem, że autor tak naprawdę nie przetestował swojej hipotezy. Gdy uczyliście się metody naukowej w 5. klasie podstawówki, uczono was, że należy przeprowadzić eksperyment – i to dokładnie zrobił autor i otrzymał wynik, i teraz to jest teoria. NIE. NIE TAK DZIAŁA NAUKA. Każde potencjalne wytłumaczenie jest wciąż hipotezą, do momentu kiedy udowodnisz, że twoje wytłumaczenie jest prawdopodobne, a inne nie tłumaczą takich wydarzeń. Pod tym względem hipoteza przedstawiona przez autora całkowicie leży. Pomyślcie – jeżeli Big Ear poszukiwało sygnałów SETI tego typu przez 22 lata (najdłuższy projekt SETI w historii), oczywistym pytaniem jest: dlaczego ten sygnał został zarejestrowany tylko ten jeden raz. To poważny problem, ponieważ jeżeli hipoteza mówiąca o kometach jest prawdziwa, to dlaczego tego naturalnego zjawiska nie zaobserwowaliśmy już nigdy później. Oczywiście wytłumaczenia tego problemu w artykule nie znajdziemy.

Teraz najprawdopodobniej już wiecie, dlaczego takie jednostkowe zdarzenia w nauce są tak trudne do udowodnienia. Ale właśnie dlatego jest to główny powód na to, dlaczego sygnał Wow! pozostaje niewyjaśniony do dzisiaj – bez prawdopodobnego wytłumaczenia, bez dodatkowych danych – nigdy się nie dowiemy co to było.

Podsumowanie

Biorąc to wszystko pod uwagę, ktoś może spytać – co ja myślę o sygnale Wow! Moja odpowiedź brzmi: nie wiem – uważam, że prawdopodobnym jest, że to przypadkowe zakłócenie elektromagnetyczne, którego źródło jest na Ziemi, a które uległo odbiciu w jakiś nietypowy sposób (poważnie, nigdy nie  pomijajcie możliwości, że sygnał może pochodzić z Ziemi), mogło to być jakieś inne zjawisko naturalne, a może nawet mógł to być sygnał od cywilizacji pozaziemnej. Wiem także, że po przeczytaniu tych dwóch artykułów, moje odczucia co do teorii mówiącej o kometach jako o źródle sygnału, są dokładnie takie same jak przed przeczytaniem.

Kończąc dodam, że jako ktoś kto bardzo lubi tłumaczyć odkrycia naukowe szerokiej publiczności, jestem bardzo rozczarowany, bo wiem, że przez kolejne lata owa „teoria” będzie przywoływana podczas każdej dyskusji nt. sygnału Wow!

(post przetłumaczony i udostępniony zgodnie z życzeniem autora).

Nieźle prawda?

Jakby tego było mało, warto także zajrzeć w komentarze do tego postu. Nie będę ich tu już przytaczał, ale nie świadczą one dobrze o autorze artykułu naukowego. Sami przeczytajcie w komentarzach do poniższych postów.

No, the Wow! signal was (probably) not caused by comets [x-post /r/Andromeda321]
byu/Andromeda321 inAstronomy

oraz tutaj:

https://www.theguardian.com/science/across-the-universe/2016/apr/14/alien-wow-signal-could-be-explained-after-almost-40-years#comment-72367743

Powiedziałbym przewrotnie: Obcy wracają do gry 😉

Miłego niedzielnego wieczoru :))