Od początku było wiadomo, że misja ratowania teleskopu kosmicznego, którego konstruktorzy nigdy takiej opcji nie przewidywali, to zadanie ekstremalnie trudne. Skoro jednak zgłosili się chętni, aby podjąć się tego zadania, należało skorzystać. Misja LINK zakończyła się ostatecznie niepowodzeniem. Powstało zatem pytanie: co teraz?

Przypomnijmy jednak, o co tak naprawdę chodzi. Teleskop Swift, a właściwie Obserwatorium Kosmiczne Neil Gehrels Swift, to instrument, który od ponad dwóch dekad bada wysokoenergetyczny wszechświat. Zapewne badałby go dalej, gdyby nie fakt, że jego orbita stopniowo obniża się wskutek działania oporu górnych warstw atmosfery.

W lutym 2026 r. naukowcy postanowili wyłączyć trzy instrumenty znajdujące się na pokładzie teleskopu – był to teleskop rentgenowski XRT, teleskop obserwujący rozbłyski BAT oraz teleskop obserwujący w pasmie ultrafioletowym i optycznym UVOT. Celem takiego działania było ograniczenie powierzchni hamującej i ściągającej teleskop coraz niżej i bliżej Ziemi.

Takie działanie miało sens, bowiem dawało naukowcom na powierzchni naszej planety czas na znalezienie sposobu podniesienia orbity całego obserwatorium. Takiego szalonego zadania podjęła się firma Katalyst Space, która postanowiła wysłać na orbitę specjalistycznego robota, który miałby dotrzeć do Swifta, przyczepić się do niego, odpalić silnik i bezpiecznie podnieść jego orbitę, wydłużając tym samym jego życie.

Robot powstał i wyruszył w swoją misję ratunkową 3 lipca na pokładzie rakiety Pegasus XL. Wszystko wyglądało naprawdę dobrze. Problem w tym, że w drodze do Swifta, LINK sam znalazł się w tarapatach i zaczął się obracać w przestrzeni kosmicznej powodując przy tym problemy z komunikacją z centrum kontroli misji. Dwa koła reakcyjne na pokładzie LINKa oraz jeden z silników uległy uszkodzeniu.

Inżynierowie długo starali się przywrócić funkcjonalność urządzenia, ale ostatecznie 19 sierpnia poinformowali, że misja ratunkowa – jedyna nadzieja dla Swifta – zakończyła się niepowodzeniem. Pech.

I co teraz?

Szans na uratowanie Swifta już nie ma. Obserwatorium pozostały miesiące na orbicie. Zespół naukowy misji uznał zatem, że trzeba wykorzystać cały pozostały czas na coś wartościowego.

26 sierpnia badacze poinformowali, że postanowili ponownie włączyć teleskopy XRT oraz UVOT znajdujące się na pokładzie Swifta i obserwować za ich pomocą wszechświat aż do końca misji.

Czasu dużo nie ma. Szacuje się, że Swift będzie przesyłał na Ziemię dane obserwacyjne jeszcze przez miesiąc, maksymalnie dwa miesiące. Po tym czasie znajdzie się na wysokości ok. 300 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Po przekroczeniu tego punktu, kontakt z obserwatorium będzie już utrudniony, a jego wysokość zacznie się zmniejszać coraz szybciej. Wkrótce potem Swift spłonie w atmosferze Ziemi, kończąc swoją 21-letnią niezwykle spektakularną misję.