Amerykańskie Siły Kosmiczne podjęły zdecydowaną decyzję o wstrzymaniu wszystkich nadchodzących misji o krytycznym znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego, które miały zostać wyniesione przez nową rakietę Vulcan Centaur. Decyzja ta jest bezpośrednim następstwem powracających problemów technicznych z silnikami pomocniczymi na paliwo stałe, które po raz kolejny zawiodły podczas ostatniego startu. Dla United Launch Alliance (ULA) – konsorcjum Boeinga i Lockheed Martina – jest to potężny cios wizerunkowy i operacyjny, który stawia pod znakiem zapytania ambitne plany zwiększenia częstotliwości startów w nadchodzących latach.
Kluczowym powodem uziemienia floty Vulcanów jest powtarzająca się anomalia dotycząca dysz rakiet pomocniczych na paliwo stałe (SRB), dostarczanych przez firmę Northrop Grumman. Podczas ostatniego startu, który odbył się 12 lutego, jedna z dysz została niemal całkowicie pochłonięta przez płomienie i odpadła od rakiety w trakcie wznoszenia. Choć główny stopień rakiety zdołał skorygować trajektorię lotu i ostatecznie dostarczył ładunek Space Force na orbitę, incydent ten uznano za niedopuszczalne ryzyko.
To nie pierwszy raz, kiedy Vulcan boryka się z tym konkretnym wyzwaniem. Identyczna usterka wystąpiła podczas drugiego lotu testowego rakiety. Wówczas ówczesny dyrektor generalny ULA, Tory Bruno, uspokajał opinię publiczną, twierdząc, że problem wynikał z błędu produkcyjnego, który został już wyeliminowany. Jednak powtórzenie się anomalii podczas czwartego lotu sugeruje, że problem może mieć głębsze podłoże konstrukcyjne lub procesowe, co wymaga znacznie bardziej szczegółowej analizy niż pierwotnie zakładano.
Rygorystyczne dochodzenie Sił Kosmicznych
Przedstawiciele Sił Kosmicznych podkreślają w oficjalnym oświadczeniu, że powrót Vulcana do lotów z ładunkami wojskowymi nie nastąpi w najbliższym czasie. Śledztwo ma mieć charakter drobiazgowy i oparty na twardych danych technicznych. „Dopóki anomalia nie zostanie w pełni wyjaśniona i naprawiona, Siły Kosmiczne Stanów Zjednoczonych nie zaryzykują wysłania misji narodowego bezpieczeństwa na pokładzie tej rakiety” – stwierdził Zarybnisky. Eksperci przewidują, że proces ten zajmie co najmniej kilka miesięcy.
Dla Pentagonu sukces misji jest absolutnym priorytetem. Każdy start rakiety Vulcan z ładunkiem rządowym jest wynikiem wieloletnich przygotowań i inwestycji wartych setki milionów dolarów. Pułkownik Zarybnisky zaznaczył, że inżynierowie wojskowi będą ściśle współpracować z ULA oraz ich dostawcami, aby zrozumieć fizykę zjawiska, które prowadzi do uszkadzania dysz. W świecie inżynierii rakietowej nawet najmniejsza niezgodność z modelem matematycznym może prowadzić do katastrofy, dlatego Siły Kosmiczne nie zamierzają stosować żadnych taryf ulgowych.
Historia pełna opóźnień i wyzwań
Rakieta Vulcan została zaprojektowana jako następca legendarnych, ale kosztownych systemów Atlas V oraz Delta IV. Jej debiut planowano pierwotnie na rok 2019, jednak droga do pierwszej misji była usłana przeszkodami. Program zmagał się z opóźnieniami spowodowanymi pandemią COVID-19, trudnościami w opracowaniu nowych silników BE-4 przez firmę Blue Origin oraz eksplozją na stanowisku testowym jednego z górnych stopni rakiety.
Dopiero w styczniu 2024 roku Vulcan po raz pierwszy wzbił się w powietrze, otwierając nowy rozdział w historii ULA. Aby uzyskać certyfikację do lotów z najcenniejszymi ładunkami Departamentu Obrony, rakieta musiała wykonać dwa udane loty certyfikacyjne. Choć trzeci start, odbywający się w sierpniu 2025 roku, przebiegł bez zakłóceń, nawrót problemów w czwartej misji cofnął program o wiele kroków wstecz. Obecnie ULA posiada portfel zamówień obejmujący 25 misji dla Departamentu Obrony, z których wiele już teraz notuje niemal czteroletnie opóźnienie względem pierwotnych założeń.
Konsekwencje dla rynku i konkurencja ze SpaceX
Problemy techniczne Vulcana mają dalekosiężne skutki dla całego amerykańskiego sektora kosmicznego. ULA planowała w tym roku osiągnąć tempo 20 startów rocznie, co przy obecnych przestojach jest praktycznie nieosiągalne. Choć firma dysponuje jeszcze kilkoma egzemplarzami sprawdzonych rakiet Atlas V, ich liczba jest ograniczona, a większość została już zarezerwowana do innych zadań, w tym komercyjnych lotów dla projektu Kuiper firmy Amazon.
Sytuację tę z uwagą śledzi SpaceX. Pułkownik Zarybnisky przyznał, że Siły Kosmiczne posiadają narzędzia pozwalające na elastyczne przenoszenie misji między dostawcami usług startowych. W przeszłości zdarzało się już, że ładunki pierwotnie przypisane Vulcanowi trafiały na pokład rakiet Falcon 9 lub Falcon Heavy. Jeśli dochodzenie w sprawie dysz SRB będzie się przedłużać, ULA może stracić kolejne kontrakty na rzecz firmy Elona Muska, co jeszcze bardziej umocni dominację SpaceX na rynku ciężkich wynoszeń.
Przyszłość Vulcana pod znakiem zapytania?
Mimo obecnych trudności, nikt nie spisuje Vulcana na straty. Jest to konstrukcja niezbędna dla zachowania tzw. zapewnionego dostępu do przestrzeni kosmicznej (Assured Access to Space), czyli strategii USA zakładającej posiadanie co najmniej dwóch niezależnych systemów nośnych zdolnych do wynoszenia najważniejszych satelitów szpiegowskich i komunikacyjnych. Jednak powtarzalność awarii po rzekomym „naprawieniu” błędu stawia pod znakiem zapytania kulturę techniczną i kontrolę jakości u poddostawców ULA.
Najbliższe miesiące będą kluczowe dla losów konsorcjum. Inżynierowie muszą nie tylko znaleźć techniczną przyczynę przepalania się dysz, ale także udowodnić Siłom Kosmicznym, że proces produkcyjny został skorygowany w sposób gwarantujący stuprocentową niezawodność. W branży, w której „rocket science” wciąż pozostaje synonimem najwyższego stopnia trudności, margines błędu właśnie się wyczerpał.

