Przez dziesięciolecia astronomowie postrzegali wczesny wszechświat jako miejsce skrajnie burzliwe – wypełnione eksplodującymi supernowymi, zderzającymi się galaktykami i niszczycielskim promieniowaniem młodych gwiazd. Jednak najnowsze dane z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba (JWST) rzucają zupełnie nowe światło na ten obraz. Okazuje się, że nawet w tak gwałtownym okresie istniały „wyspy spokoju”, które mogły służyć jako gigantyczne laboratoria chemiczne, przygotowujące fundamenty pod powstanie życia miliardy lat wcześniej, niż zakładały dotychczasowe modele.

Nowe badanie opublikowane w prestiżowym periodyku The Astrophysical Journal Letters sugeruje, że zarówno centrum naszej Drogi Mlecznej, jak i najwcześniejsze protogalaktyki we wszechświecie, posiadają wspólną, zaskakującą cechę: są niezwykle ciche pod względem emitowanego promieniowania wysokoenergetycznego. Ten brak „kosmicznego hałasu” nie jest tylko ciekawostką astronomiczną. Może on stanowić kluczowy warunek dla przetrwania złożonych cząsteczek organicznych, które są niezbędnymi składnikami życia.

Zespół badawczy pod kierownictwem profesora Remo Ruffiniego i profesora Yu Wanga z International Center for Relativistic Astrophysics Network (ICRANet) oraz włoskiego Narodowego Instytutu Astrofizyki (INAF), wskazuje tutaj na istnienie specyficznych obiektów zwanych „małymi czerwonymi kropkami” (Little Red Dots – LRDs). Te odległe struktury, będące w rzeczywistości ultra-kompaktowymi protogalaktykami z czasów, gdy wszechświat miał zaledwie kilka procent swojego obecnego wieku, wykazują zdumiewające podobieństwo do jądra naszej Galaktyki.

Droga Mleczna jako współczesny wzorzec

Aby zrozumieć znaczenie tych odkryć, musimy najpierw przyjrzeć się sercu naszej własnej Galaktyki. W centrum Drogi Mlecznej znajduje się supermasywna czarna dziura, Sagittarius A*, o masie około 4 milionów razy większej od słońca. Choć obiekty tego typu kojarzą się z gwałtowną emisją energii i niszczycielskimi dżetami, Sagittarius A* jest w rzeczywistości „łagodnym olbrzymem”. Obecnie pochłania ona tak mało materii, że świeci z jasnością miliardy razy mniejszą niż jej teoretyczne maksimum.

Dzięki temu, że nasza centralna czarna dziura jest niemal uśpiona, otaczające ją środowisko jest niespodziewanie chłodne i spokojne. Region ten, znany jako Centralna Strefa Molekularna (CMZ), jest gęstym skupiskiem obłoków gazu i pyłu. To właśnie tam astronomowie odkryli bogaty inwentarz złożonych cząsteczek organicznych. W jednym z obłoków, oznaczonym jako G+0.693-0.027, wykryto obecność nitryli – prekursorów nukleotydów RNA. Fakt, że te delikatne związki chemiczne przetrwały tak blisko czarnej dziury, wynika bezpośrednio z braku silnego promieniowania UV i rentgenowskiego, które natychmiast rozbiłoby ich wiązania.

Tajemnica „małych czerwonych kropek”

Dzięki potędze teleskopu Jamesa Webba naukowcy dostrzegli podobne warunki w obiektach LRDs, znajdujących się miliardy lat świetlnych stąd. Te miniaturowe galaktyki mają promień rzędu zaledwie kilkuset lat świetlnych (dla porównania, Droga Mleczna rozciąga się na ponad 100 000 lat świetlnych), ale skrywają w sobie czarne dziury o masach milionów Słońc. To ogromna dysproporcja – w tak wczesnym wszechświecie czarne dziury stanowiły znacznie większy procent całkowitej masy swoich galaktyk niż obecnie.

Najbardziej intrygujące jest jednak to, że te wczesne galaktyki świecą „ciepłym” światłem optycznym, ale są niemal niewidoczne w zakresie wysokich energii, takich jak promienie rentgenowskie. „Małe czerwone kropki” są zatem spowitymi pyłem, spokojnymi inkubatorami. Niska temperatura (zaledwie kilkadziesiąt kelwinów powyżej zera absolutnego) pozwala atomom osadzać się na ziarnach pyłu, które działają jak mikroskopijne powierzchnie reakcyjne. Tam proste lody chemiczne krok po kroku ewoluują w duże cząsteczki organiczne.

Przesunięcie osi czasu życia

Dotychczas powszechnie uważano, że złożona chemia organiczna na dużą skalę wymagała kilku generacji gwiazd i miliardów lat ewolucji galaktyk. Odkrycie spokoju w LRDs sugeruje jednak, że wszechświat był „biologicznie płodny” niemal od samego początku. Składniki niezbędne do powstania życia mogły być „gotowane” w tych kosmicznych kuchniach już 13 miliardów lat temu.

Hipoteza świata RNA zakłada, że pierwsze genetyczne cegiełki mogły zostać dostarczone na młodą Ziemię przez komety i meteoryty. Badania Ruffiniego i Wanga sugerują, że te prebiotyczne związki mogły powstać wewnątrz LRDs, a następnie – w wyniku procesów łączenia się galaktyk – zostać rozprzestrzenione w przestrzeni kosmicznej, „zasiewając” przyszłe systemy planetarne gotowym materiałem budulcowym.

Choć droga od złożonych cząsteczek organicznych do żywych organizmów jest wciąż pełna zagadek, odkrycie „wysp spokoju” we wczesnym wszechświecie zmienia naszą perspektywę. Życie nie musi być odizolowanym incydentem na peryferiach dojrzałej galaktyki; może być głęboko wpisane w historię kosmosu od jego najwcześniejszych dni. Dzięki teleskopowi Jamesa Webba dowiadujemy się, że wszechświat „przygotował się na powstanie życia” znacznie wcześniej, niż ktokolwiek śmiał przypuszczać.

Źródło: ApJL

By Radek Kosarzycki

Piszę o kosmosie bezustannie od 2015 roku. Jak nie piszę o kosmosie, to pewnie łażę po lesie lub łąkach z psami.