Układy podwójne planetoid, składające się z większego obiektu i krążącego wokół niego mniejszego księżyca, stanowią około 15% wszystkich planetoid znajdujących się w bliskim sąsiedztwie Ziemi. Choć przez lata postrzegano je jako względnie statyczne formacje skalne, najnowsze badania opublikowane w marcu 2026 roku na łamach The Planetary Science Journal rzucają zupełnie nowe światło na ich naturę.

Dzięki danym zebranym przez sondę DART (Double Asteroid Redirection Test), naukowcy z University of Maryland odkryli, że obiekty te prowadzą nieustanną, powolną „wymianę ognia”, wyrzucając w swoją stronę odłamki skalne i pył, które badacze pieszczotliwie nazwali kosmicznymi śnieżkami.

Dynamika układów podwójnych: Coś więcej niż martwe skały

Odkrycie to sugeruje, że systemy podwójne planetoid są znacznie bardziej dynamiczne, niż wcześniej sądzono. Procesy te, zachodzące w zwolnionym tempie, kształtują powierzchnie obu ciał niebieskich na przestrzeni milionów lat. Kluczowych dowodów dostarczyła analiza zdjęć wykonanych przez sondę DART tuż przed jej kontrolowanym uderzeniem w Dimorphosa – mniejszy komponent układu podwójnego Didymos. Na powierzchni księżyca zidentyfikowano jasne, wachlarzowate smugi, które są pierwszym bezpośrednim dowodem wizualnym na naturalny transport materii z jednej planetoidy na drugą.

Początkowo zespół badawczy, któremu przewodziła profesor Jessica Sunshine, podchodził do tych obrazów z dużą rezerwą. Naukowcy obawiali się, że nietypowe struktury mogą być jedynie artefaktami przetwarzania obrazu lub błędami kamery. Jednak po gruntownym oczyszczeniu danych i zastosowaniu zaawansowanych technik usuwania cieni rzucanych przez głazy oraz efektów oświetleniowych, wzory stały się wyraźniejsze. Okazało się, że są one w pełni spójne z uderzeniami o niskiej prędkości, co potwierdziło teorię o transportowaniu materii wewnątrz układu.

Efekt YORP i mechanizm powolnych kolizji

Centralnym punktem wyjaśniającym to zjawisko jest tzw. efekt Yarkovsky’ego-O’Keefe’a-Radzievskiiego-Paddacka, w skrócie nazywany efektem YORP. Zjawisko to polega na tym, że promieniowanie słoneczne, odbijając się od niesymetrycznej powierzchni małej planetoidy, powoduje stopniowe przyspieszanie jej ruchu obrotowego. W przypadku układu Didymos, rotacja głównej planetoidy stała się na tyle szybka, że materia znajdująca się na jej powierzchni zaczęła dosłownie odrywać się i ulatywać w przestrzeń kosmiczną.

To właśnie ten mechanizm prawdopodobnie doprowadził do powstania księżyca Dimorphos, a obecnie odpowiada za regularne zasilanie go nowym materiałem. Co niezwykle fascynujące, obliczenia przeprowadzone przez zespół z University of Maryland wykazały, że odłamki opuszczają planetoidę Didymos z prędkością zaledwie 30,7 centymetra na sekundę. Jest to prędkość mniejsza niż przeciętny krok człowieka. Tak powolne tempo sprawia, że uderzający materiał nie tworzy kraterów uderzeniowych, lecz osadza się na powierzchni księżyca, tworząc charakterystyczne depozyty w kształcie wachlarzy.

Laboratoryjne potwierdzenie teorii

Aby zweryfikować swoje przypuszczenia, naukowcy przeprowadzili szereg eksperymentów w Instytucie Fizyki i Technologii UMD. Wykorzystano w nich szklane kulki wrzucane do piasku zmieszanego z pomalowanym żwirem, co miało symulować obecność głazów na powierzchni Dimorphosa. Kamery rejestrujące obraz z dużą prędkością pokazały, że większe bloki skalne działają jak naturalne przeszkody – blokują część nadlatującego materiału, podczas gdy reszta przepływa między nimi, tworząc promieniście rozchodzące się wzory identyczne z tymi zaobserwowanymi przez sondę DART.

Dodatkowo, symulacje komputerowe przeprowadzone w Lawrence Livermore National Laboratory potwierdziły, że niezależnie od tego, czy „śnieżka” jest litą skałą, czy luźnym skupiskiem pyłu, topografia terenu naturalnie rzeźbi te uderzenia w formy wachlarzowatych promieni. Wszystkie te ślady koncentrują się wokół równika księżyca, co jest zgodne z modelami przewidującymi kierunek wyrzutu materii z wirującej planetoidy macierzystej.

Przyszłość badań i obrona planetarna

Zrozumienie tych procesów ma kluczowe znaczenie nie tylko dla czystej nauki, ale również dla bezpieczeństwa naszej planety. Wiedza o tym, jak ewoluują planetoidy bliskie Ziemi (NEO) i jak luźna jest ich struktura, pozwala lepiej przygotować się na ewentualne misje odchylające trajektorie niebezpiecznych obiektów. Jeśli obiekty te nie są monolitami, lecz dynamicznymi zbiorowiskami „gruzu”, ich reakcja na uderzenie kinetyczne może być inna, niż wcześniej zakładano.

Kolejnym etapem badań będzie misja Hera Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), która ma dotrzeć do układu Didymos w grudniu 2026 roku. Naukowcy z niecierpliwością czekają, aby sprawdzić, czy wachlarzowate struktury przetrwały kolizję sondy DART z planetoidą. Istnieje również nadzieja, że Hera zaobserwuje zupełnie nowe wzory utworzone przez odłamki wybite bezpośrednio podczas impaktu NASA, co dostarczy kolejnych bezcennych danych o tym, jak materia krąży w tych fascynujących, podwójnych układach kosmicznych.

By Radek Kosarzycki

Piszę o kosmosie bezustannie od 2015 roku. Jak nie piszę o kosmosie, to pewnie łażę po lesie lub łąkach z psami.