Od dziesięcioleci naukowcy zastanawiają się, czy Ziemia jest odizolowaną wyspą życia, czy też częścią większego, międzyplanetarnego ekosystemu. Jedna z najbardziej fascynujących teorii, znana jako litopanspermia, sugeruje, że prymitywne formy życia mogą przenosić się między światami, ukryte wewnątrz meteoroidów wybitych z powierzchni planet podczas potężnych uderzeń planetoid. Choć brzmi to jak scenariusz filmu science-fiction, najnowsze badania przeprowadzone przez zespół z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa dostarczają namacalnych dowodów na to, że taki scenariusz jest nie tylko możliwy, ale wręcz prawdopodobny. Naukowcy wykazali, że ziemskie mikroorganizmy są w stanie przetrwać gigantyczne przeciążenia i ciśnienia towarzyszące wyrzutowi w przestrzeń kosmiczną.

Zagadka międzyplanetarnego transportu

Koncepcja litopanspermii opiera się na prostym, choć gwałtownym mechanizmie: duża planetoida uderza w planetę (na przykład Marsa) z taką siłą, że fragmenty skał zostają wyrzucone w górę z prędkością przekraczającą prędkość ucieczki, trafiając ostatecznie w próżnię kosmiczną. Wiemy już ponad wszelką wątpliwość, że taki transfer materii ma miejsce – na Ziemi znaleziono dotychczas liczne meteoryty pochodzące z Czerwonej Planety. Kluczowym pytaniem pozostawało jednak: czy jakikolwiek organizm żywy jest w stanie przetrwać moment uderzenia, który wiąże się z ekstremalnym skokiem ciśnienia i temperatury?

Wcześniejsze obawy naukowców dotyczyły destrukcyjnego wpływu fal uderzeniowych na struktury komórkowe. Wydawało się, że siły działające podczas „startu” z powierzchni planety powinny zmiażdżyć każdą znaną formę życia. Badacze z Baltimore postanowili sprawdzić tę hipotezę w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych, poddając mikroorganizmy testom, które symulowały brutalną rzeczywistość kosmicznych kolizji.

Bohater ekstremalnych warunków: Deinococcus radiodurans

Do eksperymentu wybrano organizm o niezwykłych właściwościach – bakterię Deinococcus radiodurans. Ten poliekstremofil jest znany w świecie nauki ze swojej fenomenalnej odporności na promieniowanie jonizujące, skrajne wysuszenie, niskie temperatury oraz próżnię. Posiada on niezwykle skuteczne mechanizmy naprawy DNA oraz grubą ścianę komórkową, co czyni go idealnym kandydatem na model potencjalnego życia, jakie mogłoby ewoluować w surowym środowisku Marsa. Jak zauważył prof. K.T. Ramesh, jeden z głównych autorów badania, jeśli na Marsie istnieje życie, prawdopodobnie wykształciło ono podobne strategie przetrwania.

Laboratorium w ogniu: Jak testowano przeżywalność?

Aby odtworzyć warunki towarzyszące uderzeniu planetoidy, zespół badawczy wykorzystał specjalistyczne działo gazowe. Bakterie umieszczono między metalowymi płytkami, w które wystrzeliwano pociski z prędkością sięgającą 480 kilometrów na godzinę. W momencie zderzenia generowano ciśnienia rzędu od 1 do 3 gigapaskali (GPa). Dla lepszego zobrazowania tych wartości warto wspomnieć, że ciśnienie na dnie Rowu Mariańskiego wynosi około 0,1 GPa. Oznacza to, że mikroby musiały stawić czoła siłom co najmniej dziesięciokrotnie większym niż te panujące w najgłębszym miejscu ziemskich oceanów.

Wyniki okazały się zdumiewające. Przy ciśnieniu 1,4 GPa przeżywalność bakterii była niemal stuprocentowa, a komórki nie wykazywały żadnych widocznych uszkodzeń. Nawet przy znacznie wyższym ciśnieniu, wynoszącym 2,4 GPa, aż 60 procent mikroorganizmów pozostało przy życiu. Choć w najwyższych zakresach dochodziło do pękania błon komórkowych i uszkodzeń struktur wewnętrznych, znaczna część populacji zachowała zdolność do dalszego funkcjonowania i namnażania się. Lily Zhao, główna autorka publikacji w czasopiśmie PNAS Nexus, przyznała, że zespół był zaskoczony odpornością badanych próbek, stwierdzając żartobliwie, że bakterie te „naprawdę trudno zabić”.

Konsekwencje dla ochrony planetarnej i naszej historii

Odkrycie to ma fundamentalne znaczenie dla tzw. ochrony planetarnej. Agencje kosmiczne, takie jak NASA czy ESA, przestrzegają surowych protokołów sterylizacji lądowników, aby nie skazić innych światów ziemskimi mikrobami. Jeśli jednak natura sama „rozsiewa” życie za pomocą planetoid, nasze wysiłki mogą być jedynie częściowo skuteczne. Istnieje realne ryzyko, że ziemskie organizmy mogły już dawno dotrzeć na marsjańskie księżyce, takie jak Fobos, gdzie ciśnienia wyrzutowe są znacznie niższe niż w przypadku transferu na Ziemię.

Co więcej, badania te podsycają dyskusję na temat pochodzenia życia na naszej planecie. Skoro mikroby mogą przetrwać podróż z Marsa na Ziemię, nie można wykluczyć, że miliardy lat temu to właśnie Czerwona Planeta, która mogła stać się przyjazna dla życia wcześniej niż Ziemia, była naszym pierwotnym domem. „Może wszyscy jesteśmy Marsjanami” – spekuluje Zhao, wskazując na potencjalny biologiczny pomost między obiema planetami.

W kolejnych etapach prac naukowcy zamierzają sprawdzić, czy powtarzające się uderzenia mogą doprowadzić do naturalnej selekcji jeszcze bardziej wytrzymałych szczepów oraz czy inne królestwa organizmów, na przykład grzyby, wykazują podobną odporność na szok mechaniczny. Jedno jest pewne: granice między planetami wydają się teraz znacznie bardziej płynne, niż sądziliśmy do tej pory.

Źródło: PNAS Nexus

By Radek Kosarzycki

Piszę o kosmosie bezustannie od 2015 roku. Jak nie piszę o kosmosie, to pewnie łażę po lesie lub łąkach z psami.