W obliczu narastającego kryzysu klimatycznego i rosnącego zapotrzebowania na czystą energię, Chiny stawiają na rozwiązanie, które do niedawna pozostawało w sferze science-fiction. Pekin zintensyfikował prace nad projektem Zhuri (co można tłumaczyć jako „Gonić Słońce”), którego celem jest budowa gigantycznej, orbitalnej stacji fotowoltaicznej. Ta ambitna inicjatywa ma nie tylko dostarczać niewyczerpane ilości energii na Ziemię, ale również stać się narzędziem do aktywnej modyfikacji klimatu, a konkretnie – do „pacyfikowania” niszczycielskich tajfunów.
Przez dziesięciolecia przestrzeń kosmiczna służyła nam głównie do obserwacji i telekomunikacji. Jednak, jak zauważają eksperci, stoimy u progu nowej ery, w której orbita stanie się kluczowym hubem infrastrukturalnym. Projekt Zhuri to wizja kosmicznego banku energii, który byłby w stanie bezprzewodowo przesyłać prąd do odbiorników na Ziemi, a także zasilać inne obiekty w kosmosie, takie jak satelity, przyszłe stacje orbitalne czy bazy księżycowe. Dzięki wyeliminowaniu ograniczeń wynikających z cyklu dobowego oraz zachmurzenia, stacje tego typu są niemal dziesięciokrotnie wydajniejsze niż ich naziemne odpowiedniki.
Od orbity geostacjonarnej po ziemskie gniazdka
Sercem projektu jest gigantyczna konstrukcja o szerokości jednego kilometra, która ma zostać umieszczona na orbicie geostacjonarnej, około 36 000 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Na tej wysokości stacja pozostaje nieruchoma względem wybranego punktu na planecie, co pozwala na stały przesył energii. Kluczowym elementem technologicznym jest konwersja energii słonecznej na wiązki mikrofal o wysokiej częstotliwości. Te precyzyjnie ukierunkowane wiązki będą trafiać do naziemnych stacji odbiorczych (rekten), gdzie zostaną z powrotem zamienione na prąd elektryczny płynący do sieci.
Czy można „wyłączyć” tajfun?
Jednym z najbardziej fascynujących, a zarazem kontrowersyjnych aspektów projektu Zhuri, jest możliwość ingerencji w zjawiska atmosferyczne. Profesor Duan Baoyan z Uniwersytetu Xidian, jeden z czołowych naukowców projektu, sugeruje, że potężne wiązki mikrofal mogłyby zostać wykorzystane do podgrzewania wilgoci wewnątrz formujących się cyklonów tropikalnych. Poprzez celowe dostarczenie energii cieplnej do konkretnych warstw atmosfery, naukowcy teoretycznie mogliby zakłócić cyrkulację powietrza wewnątrz burzy, osłabiając jej siłę lub zmieniając trajektorię lotu tak, aby ominęła gęsto zaludnione wybrzeża. Choć koncepcja ta wymaga jeszcze licznych dowodów empirycznych, stanowi śmiały krok w kierunku aktywnego zarządzania bezpieczeństwem klimatycznym.
Harmonogram i wyzwania inżynieryjne
Chiny wyznaczyły sobie konkretne cele: do 2030 roku planowane jest przeprowadzenie kluczowego testu orbitalnego, w ramach którego stacja ma wygenerować jeden megawat (1 MW) mocy. Aby to osiągnąć, konieczne będzie wyniesienie i zmontowanie na orbicie konstrukcji, której masa przekroczy wagę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Jest to wyzwanie logistyczne na niespotykaną dotąd skalę. Już w 2022 roku ukończono budowę 75-metrowej wieży testowej, która służy do symulacji pełnego cyklu przesyłu energii. Chińscy inżynierowie chwalą się również przełomem w technologii „one-to-many”, która pozwala jednej wiązce zasilać wiele ruchomych celów jednocześnie, przy zachowaniu wysokiej precyzji i miniaturyzacji podzespołów.
Ryzyko i kosmiczny wyścig zbrojeń
Mimo ogromnych korzyści, projekt Zhuri budzi obawy społeczności międzynarodowej. Wiązka mikrofal o mocy rzędu gigawatów jest w praktyce bronią skierowanej energii. Nawet minimalny błąd w naprowadzaniu mógłby doprowadzić do zniszczenia elektroniki przelatujących satelitów lub wywołania wyładowań elektrycznych w i tak już zatłoczonej niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO). Dodatkowo, technologia ta staje się nowym polem rywalizacji mocarstw. Podczas gdy Chiny dynamicznie rozwijają swoją infrastrukturę, Caltech w USA z powodzeniem przeprowadził już próby przesyłu energii w kosmosie, a Japonia kontynuuje własne zaawansowane testy. Wyścig o dominację w sektorze Space-Based Solar Power (SBSP) staje się faktem, a jego wynik zadecyduje o tym, kto będzie kontrolować przyszłe zasoby energetyczne naszej planety.
