Współczesna astrofizyka stanęła u progu rewolucji w rozumieniu najbardziej gwałtownych zjawisk we wszechświecie. Międzynarodowy zespół naukowców dostarczył właśnie pierwszych solidnych dowodów na istnienie układu podwójnego, składającego się z czarnej dziury i gwiazdy neutronowej, który tuż przed ostatecznym zderzeniem poruszał się po orbicie o wyraźnie owalnym kształcie. To odkrycie rzuca zupełnie nowe światło na procesy formowania się obiektów zwartych i podważa dotychczasowe paradygmaty, według których takie pary niemal zawsze powinny dążyć do idealnego kołowego ruchu przed fuzją.

Nietypowy taniec na krawędzi zagłady

Zjawisko, skatalogowane jako fale grawitacyjne GW200105, od dawna znajdowało się w kręgu zainteresowań badaczy, jednak dopiero najnowsza analiza, opublikowana w prestiżowym czasopiśmie „The Astrophysical Journal Letters”, ujawniła jego prawdziwą naturę. Dotychczas naukowcy zakładali, że długotrwała emisja fal grawitacyjnych przez miliony lat skutecznie „wygładza” orbity układów podwójnych, nadając im niemal idealnie kołowy kształt na długo przed momentem połączenia. Przypadek GW200105 udowadnia, że rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.

Badacze z Uniwersytetu w Birmingham, we współpracy z ekspertami z Universidad Autónoma de Madrid oraz Instytutu Fizyki Grawitacyjnej Maxa Plancka, wykazali, że system ten zachował znaczną ekscentryczność (eliptyczność) orbity aż do ostatnich chwil istnienia. Wynik fuzji był spektakularny: powstała nowa czarna dziura o masie 13-krotnie większej od masy naszego Słońca. To pierwszy raz w historii detekcji fal grawitacyjnych, kiedy tak wyraźnie zaobserwowano owalną ścieżkę w tego typu kolizji.

Precyzyjne pomiary i nowe modele matematyczne

Kluczem do dokonania tego odkrycia było zastosowanie nowatorskiego modelu fal grawitacyjnych, opracowanego w Instytucie Astronomii Fal Grawitacyjnych Uniwersytetu w Birmingham. Narzędzie to pozwoliło na jednoczesny pomiar dwóch kluczowych parametrów: wspomnianej ekscentryczności oraz precesji, czyli specyficznego „chybotania” układu wywołanego przez rotację (spin) obiektów. Nigdy wcześniej nie udało się zmierzyć obu tych efektów naraz w przypadku zderzenia gwiazdy neutronowej z czarną dziurą.

Zastosowanie zaawansowanej analizy bayesowskiej pozwoliło na porównanie tysięcy teoretycznych przewidywań z realnymi danymi zebranymi przez detektory LIGO i Virgo. Wyniki są jednoznaczne: prawdopodobieństwo, że orbita była kołowa, wynosi zaledwie 0,5%. Z pewnością na poziomie 99,5% naukowcy wykluczyli tradycyjny model, co wymusza korektę wcześniejszych szacunków. Okazało się, że poprzednie analizy, zakładające kołowy ruch, niedoszacowały masy czarnej dziury i jednocześnie przeszacowały masę gwiazdy neutronowej uczestniczącej w kolizji.

Skąd wziął się owalny kształt?

„Orbita zdradza nam wszystko” – podkreśla Geraint Pratten z Uniwersytetu w Birmingham. Eliptyczny kształt tuż przed zderzeniem sugeruje, że system ten nie ewoluował w spokoju i izolacji. Gdyby gwiazda neutronowa i czarna dziura powstały z jednego układu podwójnego gwiazd i powoli zacieśniały swoją więź, ich orbita byłaby kołowa. Obecność ekscentryczności wskazuje na dynamiczne interakcje grawitacyjne.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem są narodziny tego układu w gęstym środowisku gwiezdnym, takim jak gromada kulista lub centrum galaktyki, gdzie bliskie spotkania z innymi gwiazdami mogły gwałtownie „zacieśnić” i zniekształcić orbitę pary. Inną możliwością jest obecność trzeciego, niewidocznego towarzysza (układ potrójny), którego grawitacja nieustannie zaburzała ruch głównych bohaterów widowiska. Odkrycie to jest silnym dowodem na to, że nie wszystkie pary czarnych dziur i gwiazd neutronowych powstają w ten sam sposób.

Wyzwania dla przyszłej astronomii

Dr Patricia Schmidt z Uniwersytetu w Birmingham zauważa, że to odkrycie stanowi istotną wskazówkę dla teoretyków. Sugeruje ono, że obecne modele ewolucji wszechświata są niekompletne i wymagają uwzględnienia znacznie bardziej dynamicznych procesów formowania się obiektów zwartych. Owalna orbita GW200105 rzuca wyzwanie dominującemu przekonaniu o jednym głównym kanale powstawania takich układów.

W miarę jak czułość detektorów fal grawitacyjnych rośnie, a liczba rejestrowanych zdarzeń gwałtownie się zwiększa, astronomowie spodziewają się odkrycia kolejnych „kosmicznych anomalii”. Praca zespołu badawczego otwiera drzwi do identyfikacji jeszcze bardziej nietypowych ścieżek ewolucyjnych gwiazd i czarnych dziur. Ostatecznie, każde takie zdarzenie jak GW200105 przybliża nas do zrozumienia, jak w rzeczywistości wygląda dynamiczny i brutalny taniec materii w najodleglejszych zakątkach kosmosu.

Odkrycie opisane w „The Astrophysical Journal Letters” to nie tylko triumf technologii pomiarowej, ale przede wszystkim sygnał, że wszechświat ma w zanadrzu znacznie więcej scenariuszy, niż dotychczas sądziliśmy. Złota era astronomii fal grawitacyjnych dopiero się rozkręca.

By Radek Kosarzycki

Piszę o kosmosie bezustannie od 2015 roku. Jak nie piszę o kosmosie, to pewnie łażę po lesie lub łąkach z psami.