W czwartek, 12 marca, oczy świata astronomicznego i entuzjastów technologii kosmicznych zwrócą się ku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). To właśnie tego dnia rozpocznie się ostatni etap przełomowej, debiutanckiej misji nowego giganta w służbie NASA – bezzałogowego statku transportowego Cygnus XL firmy Northrop Grumman. Po niemal sześciu miesiącach spędzonych w bezpośrednim sąsiedztwie ziemskiego laboratorium, ten potężny „kosmiczny frachtowiec” odłączy się od stacji, kończąc tym samym misję, która wyznacza nowe standardy w logistyce orbitalnej.

Transport ładunków na Międzynarodową Stację Kosmiczną to skomplikowana operacja, w której obecnie uczestniczą cztery główne typy jednostek: amerykański Dragon firmy SpaceX, rosyjski Progress, japoński HTV-X oraz właśnie Cygnus. Podczas gdy Dragon jako jedyny posiada zdolność powrotu na Ziemię i bezpiecznego lądowania, pozostałe trzy pojazdy pełnią funkcję jednorazowych kontenerów, które po wykonaniu zadania ulegają zniszczeniu w atmosferze. W tym gronie Cygnus XL zajmuje jednak pozycję szczególną ze względu na swoją imponującą ładowność.

Nazwa „XL” nie jest przypadkowa. W porównaniu do wcześniejszych wersji statku Cygnus, które mogły przetransportować około 3856 kilogramów zaopatrzenia, nowy wariant XL znacząco podniósł poprzeczkę. Podczas swojej inauguracyjnej misji wyniósł on na orbitę aż 4990 kilogramów aparatury badawczej, sprzętu technicznego oraz zapasów niezbędnych dla załogi ISS. Zwiększenie pojemności o ponad tonę to ogromny krok naprzód, pozwalający na rzadsze, ale bardziej efektywne misje zaopatrzeniowe, co ma kluczowe znaczenie w dobie intensyfikacji badań prowadzonych w mikrograwitacji.

Odłączenie i ognisty finał

Zgodnie z planem NASA, procedura odłączania statku od modułu Unity rozpocznie się we wczesnych godzinach porannych. Kluczowym narzędziem będzie tutaj kanadyjskie ramię robotyczne Canadarm2, które najpierw delikatnie odsunie jednostkę od struktury stacji, a następnie zwolni uchwyt, pozwalając jej na samodzielny dryf. Moment uwolnienia statku przewidziano na godzinę 7:05 rano czasu wschodniego (EDT), co odpowiada godzinie 12:05 czasu polskiego. NASA zapowiedziała transmisję na żywo z tego wydarzenia, która rozpocznie się dwadzieścia minut wcześniej.

Po odłączeniu od stacji, S.S. William „Willie” McCool – bo tak brzmi oficjalna nazwa tej konkretnej jednostki – nie skieruje się od razu ku zagładzie. Statek pozostanie na orbicie jako samodzielny obiekt jeszcze przez około dwa dni. W tym czasie inżynierowie przeprowadzą ostatnie testy systemów, po czym nastąpi precyzyjnie zaplanowany manewr deorbitacji. Finał misji będzie spektakularny, choć niewidoczny dla większości mieszkańców Ziemi: Cygnus XL wejdzie w gęste warstwy atmosfery nad południowym Pacyfikiem, gdzie ulegnie niemal całkowitemu spaleniu. Jest to standardowa i bezpieczna procedura pozbywania się odpadów ze stacji kosmicznej.

Początki pełne wyzwań

Choć dzisiaj mówimy o pełnym sukcesie misji, jej początki nie należały do najłatwiejszych. Cygnus XL został wyniesiony w przestrzeń kosmiczną 14 września za pomocą rakiety SpaceX Falcon 9. Wybór rakiety konkurenta do wyniesienia statku Northrop Grumman był ciekawym przykładem elastyczności współczesnego sektora kosmicznego. Jednak tuż po starcie, w drodze do stacji, pojazd doświadczył problemów technicznych – wystąpiła usterka silnika, która postawiła pod znakiem zapytania terminowe dotarcie do celu.

Dzięki profesjonalizmowi zespołów naziemnych, problem udało się opanować, choć statek dotarł do ISS 18 września, czyli z jednodniowym opóźnieniem w stosunku do pierwotnych założeń. Po pomyślnym przechwyceniu przez ramię Canadarm2, jednostka została przycumowana do modułu Unity, stając się na blisko pół roku integralną częścią stacji i magazynem dla dziesiątek eksperymentów naukowych.

Hołd dla bohatera: S.S. William „Willie” McCool

Warto wspomnieć o symbolice towarzyszącej tej misji. Northrop Grumman tradycyjnie nadaje swoim statkom nazwy upamiętniające osoby zasłużone dla podboju kosmosu. Pierwszy Cygnus XL otrzymał imię William „Willie” McCool, na cześć pilota wahadłowca Columbia, który zginął wraz z sześcioosobową załogą podczas tragicznego powrotu misji STS-107 w 2003 roku. Sukces misji tego statku jest więc nie tylko triumfem inżynierii, ale także hołdem dla dziedzictwa amerykańskiej astronautyki.

Zakończenie misji Cygnusa XL zbiega się w czasie z rotacją innych pojazdów transportowych. Zaledwie kilka dni wcześniej, 6 marca, od stacji odłączył się japoński statek HTV-X, który w przeciwieństwie do Cygnusa, pozostanie na orbicie jeszcze przez trzy miesiące jako niezależna platforma badawcza dla japońskiej agencji JAXA. Dynamika tych zmian pokazuje, jak bardzo intensywny stał się ruch na niskiej orbicie okołoziemskiej i jak kluczową rolę w utrzymaniu ciągłości badań odgrywają nowocześni, prywatni dostawcy tacy jak Northrop Grumman.

By Radek Kosarzycki

Piszę o kosmosie bezustannie od 2015 roku. Jak nie piszę o kosmosie, to pewnie łażę po lesie lub łąkach z psami.