W głębi wszechświata doszło do katastrofalnego zdarzenia o niewyobrażalnej skali, które początkowo całkowicie umknęło uwadze ziemskich systemów obserwacyjnych. Eksplozja, której energia dorównuje mocy miliarda słońc, pozostała niewidoczna dla naszych teleskopów w momencie swojego wystąpienia. Dopiero po pewnym czasie naukowcy natrafili na jej subtelne „echo”, zarejestrowane w widmie radiowym. To rzadkie zjawisko, znane w świecie astrofizyki jako „poświata sieroca” (ang. orphan afterglow), stanowi jedno z najbardziej fascynujących odkryć ostatnich lat i pozwala nam zajrzeć w miejsca, które do tej pory uważaliśmy za puste.

Najpotężniejsze eksplozje we wszechświecie

Wszechświat jest miejscem gwałtownym, a najpotężniejszymi zdarzeniami, jakie w nim zachodzą – obok samego Wielkiego Wybuchu – są rozbłyski gamma (GRB). Powstają one w momentach skrajnych: gdy masywne gwiazdy zapadają się, tworząc czarne dziury (supernowe), lub gdy dochodzi do zlewania się obiektów zwartych, takich jak gwiazdy neutronowe. Choć dysponujemy zaawansowanymi teleskopami kosmicznymi zdolnymi dostrzec obiekty oddalone o ponad 13 miliardów lat świetlnych, rozbłyski te często pozostają dla nas nieuchwytne.

Kluczem do zrozumienia tego paradoksu jest natura samego wybuchu. Energia GRB nie rozchodzi się równomiernie we wszystkich kierunkach. Zamiast tego jest wyrzucana w postaci niezwykle wąskich, skoncentrowanych dżetów, przypominających wiązkę lasera lub światło latarki. Aby ziemskie detektory mogły zarejestrować taki błysk, dżet musi być wycelowany bezpośrednio w stronę naszej planety. Jeśli jednak oś wybuchu jest nachylona pod innym kątem, nawet najbardziej energetyczne zdarzenie pozostaje dla nas całkowicie ciemne – aż do momentu, gdy pojawi się poświata.

Dlaczego przegapiliśmy błysk o mocy miliarda słońc?

Zjawisko „sierocej poświaty” to teoretyczny koncept, który astronomowie starali się potwierdzić od dziesięcioleci. Jak wyjaśnia Ashna Gulati z University of Sydney, członkini zespołu badawczego, dżety GRB z czasem zaczynają oddziaływać z otaczającą je materią międzygwiezdną. W wyniku tego procesu gwałtownie zwalniają i zaczynają rozszerzać się, przybierając kształt sferyczny. Wtedy właśnie, mimo że pierwotny, niezwykle jasny błysk nas ominął, możemy zaobserwować słabnące promieniowanie radiowe pochodzące z tej interakcji.

Odkryty sygnał, skatalogowany jako ASKAP J005512-255834, jest obecnie najbardziej przekonującym kandydatem na takie zdarzenie w historii astronomii. Jest to dopiero drugi taki przypadek zidentyfikowany przez naukę. To swoiste kosmiczne echo pozwoliło badaczom zrekonstruować potężną eksplozję, której momentu kulminacyjnego nikt nie widział, ponieważ jej dżety były skierowane z dala od Ziemi.

Kosmiczne śledztwo i radiowe „echo”

Identyfikacja tego zjawiska była możliwa dzięki pracy radioteleskopu Australian SKA Pathfinder (ASKAP), zlokalizowanego w Australii Zachodniej. Naukowcy musieli wykazać się dużą precyzją, porównując jasność, energię i prędkość sygnału z innymi znanymi zjawiskami przejściowymi, takimi jak typowe supernowe czy zdarzenia rozerwania pływowego (TDE), w których czarna dziura pochłania pobliską gwiazdę.

To, co wyróżniło ASKAP J005512-255834 na tle innych obserwacji, to specyficzna dynamika zmian. Sygnał gwałtownie jaśniał w ciągu kilku tygodni, a następnie emitował fale radiowe przez ponad 1000 dni ziemskich, powoli gasnąc. Typowe radiowe zjawiska przejściowe ewoluują znacznie szybciej lub wykazują wielokrotne skoki jasności. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z czystym, długotrwałym echem pojedynczej, gigantycznej eksplozji.

Lokalizacja zdarzenia: Chaos w odległej galaktyce

Zespół badawczy zdołał wytropić źródło sygnału, które znajduje się w niewielkiej, jasnej galaktyce o nieregularnej strukturze, oddalonej od nas o miliardy lat świetlnych. Galaktyka ta przechodzi obecnie okres intensywnego formowania się gwiazd, co sprzyja powstawaniu obiektów o masach wystarczających do wywołania rozbłysków gamma. Co istotne, eksplozja nie miała miejsca w samym centrum galaktyki, gdzie zazwyczaj rezydują supermasywne czarne dziury, lecz w gęstym regionie gwiazdotwórczym – prawdopodobnie w gromadzie gwiazd.

Fakt, że zdarzenie nastąpiło poza centrum galaktyki, pozwolił wykluczyć scenariusz, w którym za emisję odpowiadałaby supermasywna czarna dziura rozrywająca gwiazdę. Choć naukowcy nie wykluczają całkowicie udziału czarnej dziury o masie pośredniej, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem pozostaje zapadnięcie się masywnej gwiazdy. Lokalizacja ta idealnie pasuje do środowisk, w których rodzą się i umierają najcięższe słońca we wszechświecie.

Nowy rozdział w obserwacji czarnych dziur

Odkrycie sierocej poświaty ma fundamentalne znaczenie dla nowoczesnej astronomii. Pozwala ono na stworzenie kompletnego obrazu populacji czarnych dziur i gwiezdnych eksplozji. Do tej pory nasza wiedza o rozbłyskach gamma była ograniczona tylko do tych zjawisk, które „miały szczęście” być wycelowane prosto w nas. Dzięki nowym metodom detekcji radiowej, naukowcy zyskują narzędzie do badania znacznie większej liczby takich zdarzeń.

Badania zespołu, opublikowane niedawno w prestiżowym czasopiśmie The Astrophysical Journalr, dostarczają gotowego szablonu dla przyszłych poszukiwań. Jak podsumowuje Ashna Gulati, teraz, gdy astronomowie mają tak dobrze przestudiowany obiekt referencyjny, będą wiedzieli dokładnie, na jakie cechy sygnału zwracać uwagę, gdy podobne echo pojawi się ponownie w danych z radioteleskopów. To otwiera nową erę w badaniu niewidocznej strony wszechświata – tej, która dotychczas skrywała się w cieniu własnej, potężnej energii.

By Radek Kosarzycki

Piszę o kosmosie bezustannie od 2015 roku. Jak nie piszę o kosmosie, to pewnie łażę po lesie lub łąkach z psami.